5. ZAZDROŚĆ

Udostępnij:
zazdrośćPoznanie cnót, powinno nas motywować, do sięgania po świętość, do bardzo konkretnego upodobniania się do NMP. Poznanie wad, niejako równolegle, powinno motywować do pracy nad sobą, do ich niwelowania czy wręcz wykorzeniania w sobie…
W naszej refleksji nad zaraźliwymi chorobami ducha poświęcimy chwilę czasu najgroźniejszej, bo najbardziej niszczącej chorobie, która ma dwie bliskoznaczne nazwy: zazdrość i zawiść. Zazdrość to smutek z powodu cudzego dobra i radość z powodu cudzego nieszczęścia ( co wchodzi już w pojęcie zawiści).

Przez zazdrość człowiek określa swe niewłaściwe odniesienie do dóbr, które posiadają inni. Jeśli uda mu się posiąść to, co mają inni, wtedy zazdrość znika przynajmniej na pewien czas. Tak pojęta zazdrość jest bliska chciwości. Zawiść natomiast to niewłaściwe odnoszenie się do drugiego człowieka. Człowiek zawistny nie chce posiadać, a często posiadać nie może. Nie jest w stanie np. posiąść zdolności, którą posiada inny człowiek, nie jest w stanie zdobyć jego pozycji społecznej; zatem sam nie może posiadać, ale pragnie, by inny też nie posiadał lub też stracił, to co posiada. Dlatego człowiek zawistny jest nastawiony na niszczenie drugiego człowieka.

Zawiść w takim ustawieniu prowadzi do nienawiści. Obydwie są jedną rośliną. Pierwsze jej listki są zazdrością, a kiedy rośnie dłużej, zazdrość zamienia się w zawiść i kwitnie już zawiścią; kiedy kwiat dojrzewa, wysypują się zeń trujące owoce nienawiści. Zarówno zazdrość, jak i zawiść są córkami pychy. W pierwszym wypadku człowiek chce dorównać i posiąść to, co posiada inny, a w drugim, gdy dorównać nie może, chce bliźniego ściągnąć w dół.

Pismo Święte często mówi o zazdrości. Szatan zgrzeszył przez zazdrość i zawiść, pozazdrościł człowiekowi obiecanego wyniesienia. Zazdrośnik postanowił pozbawić nas godności dziecka Bożego, by rzucić ludzi pod swoje stopy jako niewolników. Na tym właśnie polega szatańskie działanie. Nie mógł uczestniczyć w wyniesieniu, jakie Bóg obiecał człowiekowi. Postanowił więc ściągnąć nas na dół i uczynić swoimi niewolnikami. I to mu się udało.

Już w pierwszym pokoleniu ludzi Kain jest zazdrosny – zawistny wobec swego brata Abla i to prowadzi go do nienawiści, do zabójstwa. Synowie Jakuba (kolejny rodzinny dramat) są zawistni, zazdroszczą miłości, którą w szczególny sposób okazuje ojciec Józefowi, jednemu z ich braci; postanawiają zatem zniszczyć chłopca i sprzedać go do niewoli. Zazdrość, zawiść, nienawiść. Najbardziej klasycznym przykładem działania zazdrości i zawiści jest król Saul, który zazdrościł sławy Dawidowi i urządził na niego wielkie polowanie.

W Nowym Testamencie arcykapłani i faryzeusze zazdrościli powodzenia i sławy Chrystusowi, dlatego postanowili Go zniszczyć. Marek wyraźnie napisał, że z zawiści Go wydali (Mk 15,10). Od początku, od pierwszej rodziny, od postępku Kaina przez całą ludzkość płynie strumień groźnej trucizny zazdrości i połączonej z nią zawiści.

Zazdrość ma swe źródło w pożądaniu, które jest w każdym człowieku. W zazdrości i w zawiści objawia się uczucie człowieka, ale ta choroba jest głównie zakorzeniona w woli, niewłaściwie ustawionej wobec cudzego dobra. Normalnie wola pragnie dobra i szczęścia drugiego człowieka; wola zazdrośnika pragnie dla niego zła. Ponieważ zazdrość angażuje zarówno siły pożądania, jak i uczucie i wolę, jest ona widoczna w postawie człowieka.

Zazdrośnik chodzi po świecie i pozostawia za sobą ślady smutku – kapie smutkiem. Jest ciągle nieszczęśliwy. To jest choroba woli. Ona szkodzi przede wszystkim samemu zazdrośnikowi, rozkłada go od wewnątrz, a dopiero w działaniu szkodzi otoczeniu.

Czy w zazdrości jest coś dobrego? Budząca się zazdrość opiera się jakby na energii nastawionej na to, by mieć coś wyłącznie dla siebie; może być wtedy czynnikiem mobilizującym do rywalizacji. Jeśli jest opanowana, pomaga człowiekowi w podnoszeniu poziomu jego życia.

Zazdrość rozumiana pozytywnie, opiera się na prawie wyłączności. To prawo, jako dar, pochodzi od Boga i jest jednym z ważnych elementów miłości małżeńskiej. Miłość bowiem zamyka drzwi tego serca, które połączyło się z innym sercem. Miłość jest w całości przeznaczona dla tego, kogo kocha, i oczekuje również takiej postawy od kochanego. Dostrzegamy to najłatwiej w relacjach między żoną i mężem. Miłość małżeńska jest wyłączna. Tu może pojawić się pewien typ zazdrości, czyli troska o to, by ktoś nie uczynił krzywdy małżonkowi, a przez to nie zniszczył ich miłości.

W tym znaczeniu Pismo Święte mówi o tym, że Bóg jest zazdrosny. Twój Bóg jest Bogiem zazdrosnym (por. Wj 20,5). Jest to owa bojaźń, którą Bóg objawia przez proroka. Powiada: – Boję się o to, byście nie poszli do cudzych bogów. Przy takim podejściu do zazdrości można mówić o pewnych wartościach zawartych w wyłączności miłości. W przyjaźni natomiast już nie ma miejsca na zazdrość. W małżeństwie jest wyłączność. W wymiarze tej miłości nie ma szans na dzielenie się małżonkiem. Przyjaźń jest otwarta na kilka osób; przyjaciół można mieć trzech, czterech – może więcej. Jeśli ktoś wprowadzi zazdrość do przyjaźni, zniszczy przyjaźń.

W praktyce jednak mówiąc o zazdrości, zawsze mamy na uwadze wadę. Zazdrość jest bardzo głupią wadą. Zazdrościmy wszystkiego: rzeczy wspaniałych i najdrobniejszych. Przykład: W rodzinie są trzy małe siostry. Najstarsza chodzi do drugiej klasy. Do domu przychodzi ciotka, która przyleciała z Ameryki. W formie gestu dobroci podaje najstarszej pięć dolarów, młodszej dwa dolary, a tej najmniejszej jednego dolara. Ciocia siedzi przy stole, wszyscy piją herbatę. Najmniejsza z dziewczynek wchodzi pod stół, dociera do najstarszej siostry i gryzie ją w nogę. Dwuletnie dziecko okazuje w ten sposób reakcję zazdrości, gdyż nie dostało tyle, ile otrzymała najstarsza siostra.

Ta wada jest głęboko w nas zakorzeniona. Pojawia się wszędzie tam, gdzie jakiś człowiek zaczyna wyrastać ponad przeciętność, dlatego każda wybitniejsza jednostka jest zawsze otoczona polem zaminowanym przez zawiść. To pole wytyczają ludzie małego serca. Jest to pole, w którym zostanie zraniony każdy, kto się w nim znajdzie. Taki jest mechanizm życia społecznego, świetnie ilustrowany, począwszy od literatury greckiej, poprzez wszystkie wieki aż do czasów współczesnych. Ludzie małego serca są zawsze zazdrośni. Potrafią niszczyć każdego, kto znajdzie się w zasięgu ich działania.

Człowiek, który chce zrobić coś dobrego w swoim środowisku, musi być odporny na zawiść. Jeżeli nie jest uodporniony, niech się nie zabiera do społecznego działania, bo zostanie zniszczony. Praktycznie nie ma ludzkiej wspólnoty, w której nie byłoby elementów zazdrości i zawiści. Kto szukałby takiej idealnej wspólnoty przeżyje wcześniej czy później rozczarowanie. Nie da się stworzyć takich układów, żeby w nich nie występowała zazdrość i zawiść. Wspólnota Kościoła pełna jest takich ludzi. Od małych grup w parafiach, aż po ostatnie kręgi purpuratów na watykańskich vestibulach.

Jakie są etapy narastania zawiści w naszym sercu?

Etap pierwszy: to myśli. – ktoś mówi: ja nie wiem, dlaczego go nie lubię, ale ja go nie lubię. – No to weź szkło powiększające i zobacz, dlaczego go nie lubisz. – W powiększeniu bardzo często odkryć można zazdrość.

Następnym etapem są słowa. Obmowa, a później, gdy za mało, to pojawia się oszczerstwo. Prawie z reguły oszczerstwa rzucane na drugiego człowieka mają swe źródło w zawiści. Oszczerstwo dba o poniżenie. Zarówno obmową jak i oszczerstwem poniżamy drugiego człowieka.

Intrygi. Ileż to intryg jest w miejscu pracy, ileż intryg jest nawet w rodzinnych gronach. Cel jest jasny, skłócić jednego z drugim, odciąć człowieka od drugiej osoby. Zawiść tnie jak żyletka.

Rozgłaszanie wszystkich potknięć. Zawistny człowiek jest usatysfakcjonowany, kiedy drugi ponosi klęskę. Gdy się to staje, tworzy wielką orkiestrę i przez wszystkie rozgłośnie świata ogłasza, jaki to błąd popełnił ten czy tamten człowiek. Miłość woli milczeć o potknięciach drugiego. Zazdrośnik rozdmuchuje taki fakt, aby był znany wszystkim.

Przypomina się w tym miejscu przykład potknięcia pewnego człowieka, który był na ważnym stanowisku w Kościele. W ciągu czterech godzin o jego klęsce wiedziano w Warszawie, w Lublinie, w Gdańsku i we Wrocławiu. Ten, który mu najbardziej zazdrościł, siedział przy telefonie i przez dwie godziny dzwonił…

Zawiść może być indywidualna, ale może być również społeczna. Wszystkie rewolucje społeczne (rewolucja francuska, rewolucja październikowa) były zbudowane na karmieniu zawiści. To jest główny mechanizm tej złej historii świata. Zawsze tak było, ale z tego, co w czasach nowożytnych zostało programowo zrobione, nie zdajemy sobie sprawy. Nikt nie wie, w jakiej mierze w polityce i w życiu społecznym zostaliśmy pogrążeni w zawiści i w zazdrości. Czy potrafimy oprzeć się teraz? Celem polityki jest programowe skłócanie ludzi tak, by się znienawidzili, by się wzajemnie zjedli.

Jak leczyć się z zazdrości? Nikogo nie potrafimy wyleczyć z zazdrości. To jest pierwsze, zasadnicze i gorzkie stwierdzenie. Nie ma żadnych szans na wyleczenie drugiego człowieka z tej groźnej choroby ducha. Towarzyszy nam tu absolutna bezradność. Trzeba tylko stanąć przed Bogiem i błagać Go o ratunek. O ile przy innych chorobach moralnych wyleczenie jest w pewnej mierze możliwe, przy zazdrości tak nie jest.

Po drugie zazdrość to choroba trudna do rozpoznania. W pierwszym etapie jest prawie niewidoczna, bo człowiek się jej wstydzi. To jest głupia wada, ponieważ jej posiadacz nie ma z niej żadnej korzyści. Zazdrość nic nie daje, dlatego człowiek wstydzi się do niej przyznać. Odkrywa ją z reguły na ostatnim jej etapie, gdy już zbiera owoce nienawiści, gdy zostaje sam.

Co zatem powinien czynić? Z zazdrości może wyleczyć się ten, kto sam wyleczenia pragnie. Winien dziękować za to, co ma, i dziękować za to, co posiadają inni. Trzeba także doskonalić poczucie odpowiedzialności. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać będą. A więc jeśli ktoś ma więcej, w większym stopniu będzie za to odpowiadał.

Należy więc zestawiać siebie z Bogiem, a nie z drugim człowiekiem. I wreszcie ważnym elementem jest dobre opanowanie jednej z dziedzin życia, rozwinięcie talentu, który się posiada. Ten jest odporny na zazdrość, kto jest dobry w jakiejś dziedzinie. Dobry kucharz już nie zazdrości, on wie, że jak wyda obiad, wszyscy powiedzą: jest wspaniały! Skoro nikt z nas nie może być dobry we wszystkich dziedzinach, trzeba, aby każdy był dobry przynajmniej w jednej dziedzinie. Ten, kto jest dobry w jednym, umie docenić innych i cieszyć się z ich sukcesów, bo potrafi sobie wyobrazić ogromną pracę, którą ktoś włożył w swój sukces.

Mali ludzie, którzy nie mogą być dobrzy w niczym, myślą, że przez niszczenie innych i poprzez utrudnianie im życia, wejdą na jakiś wyższy stopień. Głupota takiego myślenia jest zbyt oczywista.

Prośmy Boga, by nas uchronił od tej strasznej, trudno uleczalnej choroby ducha! Prośmy też, by uodpornił nasze serca na ataki ludzi zazdrosnych, wtedy gdy swym działaniem chcemy ubogacić innych.

Opracowanie katechez


Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz