6. ŻYCZLIWOŚĆ

Udostępnij:
ŻYCZLIWOŚĆDziś chwila refleksji dotyczyć będzie cnoty życzliwości, która jest przeciwstawieniem zazdrości. Kto posiada tę cnotę, staje się odporny na ową groźną chorobę ducha. Cnota życzliwości to pragnienie dobra drugiego człowieka i pomnażanie go w miarę możliwości. Życzliwość to radość serca, odkrywającego dobro drugiego człowieka i gotowość wsparcia, by serce jego było coraz bogatsze.

Życzliwość w naszym życiu przejawia się w różnych formach.

Po pierwsze przez uczynność, czyli poprzez gotowość woli do świadczenia dobra. Życzliwi są gotowi o każdej porze dnia i nocy do czynienia dobra, na twórcze wykorzystanie sytuacji, na ubogacanie świata.

Drugą formą życzliwości jest usłużność. Człowiek usłużny chce pomóc, gdy pomoc jest potrzebna. Człowiek usłużny znajduje każdego dnia dziesiątki okazji, by pomóc. Czasem są to sekundy; podanie płaszcza, otwarcie drzwi, skasowanie biletu w tramwaju itp.

Trzecia forma życzliwości to uprzejmość. W niej przejawia się kultura bycia. Uprzejmość przedstawia się w kulturze słowa, w umiejętności stawiania pytań, w sposobie odpowiadania lub pouczania. Uprzejmość przejawia się w dyskutowaniu, w tonacji głosu, w dbaniu o strój czy o swoją postawę. Uprzejmość decyduje o kulturze bycia przy stole, o kontaktach mężczyzny z kobietą, o wszystkich formach współżycia z drugim człowiekiem.

Stopień kultury poznaje się między innymi po wypracowanych w niej formach uprzejmości, po formach wzajemnego odniesienia. Bywa, że te formy mogą być puste, ale z punktu widzenia społecznego nadal spełniają ważną funkcję, bo w każdej chwili łatwo je wypełnić treścią, czyli życzliwością tego, kto próbuje je zachować. Formy te mogą być również fałszywe. Ma to miejsce wtedy, gdy ktoś, chcąc zyskać życzliwość drugiego człowieka, nimi się posługuje, aby później wykorzystać drugiego.

Zachowanie uprzejmości przez dwadzieścia cztery godziny na dobę nie jest rzeczą łatwą, wystarczy bowiem większe zmęczenie, aby człowiek na pewne jej formy już nie reagował. Często się zdarza, że ludzie potrafią być uprzejmi na ulicy, w pracy, a przekraczając próg domu, stają się nieznośni wobec najbliższych. Przejawia się to między innymi w tonacji głosu, z jaką zwracają się mąż do żony, żona do męża, dzieci do rodziców.

Jeszcze jedną formą życzliwości jest delikatność. Jest to szczególne uwrażliwienie na wewnętrzne potrzeby, pragnienia i nastroje drugiego człowieka; jest to sztuka zrozumienia innych. Posłużę się obrazem.

Człowiek jest jak księżyc, który obraca się po trzech orbitach, jedna orbita to obrót wokół jego osi, jest to jego własny świat. Druga orbita wiedzie wokół ziemi i trzecia razem z ziemią kręci się wokół słońca. Otóż delikatność jest zdolnością liczenia się nie tylko z obrotem wokół własnej osi, bo tak kręci się egoista, ale jest umiejętnością kręcenia się wokół drugiego człowieka, czyli wokół ziemi, to jest właśnie owa czułość na jego wewnętrzne potrzeby, owa właściwa odległość, którą należy zachować.

Jest umiejętnością dostosowania się do drugiego człowieka, do jego wewnętrznych potrzeb, często na zewnątrz nieujawnionych. I dopiero razem możemy bezpiecznie wędrować wokół Boga, który jest zawsze Słońcem. Jeśli te trzy orbity są zharmonizowane, człowiek jest szczęśliwy, jeśli kręci się tylko wokół siebie, a nie liczy się z tymi dwiema pozostałymi, nigdy nie będzie szczęśliwy.

Człowiek delikatny realizuje to, o czym św. Paweł powiedział tak pięknie: Stałem się wszystkim dla wszystkich (1 Kor 9,22). To jest owa otwartość, umiejętność odkrycia, czego dany człowiek  w danym momencie potrzebuje.

Delikatność jest trudna do wypracowania. Są ludzie, którzy rodzą się z dużą wrażliwością, inni muszą się starać, aby ją w sobie wypracować.

Brak powyżej podanych form życzliwości niekoniecznie musi wynikać ze złej woli. Często jest wynikiem niewiedzy. Bywa również skutkiem nieumiejętności. Ktoś chciałby być delikatny lub usłużny, ale tak postępować nie umie. Tego trzeba się uczyć, to jest bowiem sztuka. Często brak tych cnót wynika z nieśmiałości; są ludzie, którzy chętnie by pomogli, ale są nieśmiali i ta nieśmiałość ich paraliżuje.

W jaki sposób doskonalimy życzliwość? Przede wszystkim dostrzegając bogactwo serca i umysłu drugiego człowieka. Dzięki życzliwości bogactwo drugiego człowieka staje się moim bogactwem. Życzliwość to otwarte drzwi serca, przez które przechodzi moje bogactwo do ludzi, a ich bogactwo do mnie. Warto pamiętać, że na drodze naszego życia jest o wiele więcej ludzi, którzy nas ubogacili, aniżeli tych, którzy nas skrzywdzili. To warto odkryć. Ten szereg ludzi, którzy nas ubogacają do chwili obecnej, jest tak wielki, że kto go odkryje, ten potrafi życzliwie spojrzeć na cały świat.

Ranę otrzymaną od drugiego człowieka pamiętamy całymi latami, natomiast gestów jego dobroci, życzliwości często nie pamiętamy.

Trzeba zobaczyć bogactwo serca ojca, matki, rodzeństwa i jeśli nawet oni nas zranili, bogactwo ich serc jest nieporównywalnie większe. Zło próbuje zatrzymać nas przy ranie, zasłaniając to, co jest piękne.

Każde serce jest niepowtarzalne, każde więc, nawet krótkie spotkanie z drugim człowiekiem może nas ubogacić.

W doskonaleniu życzliwości bardzo ważna jest praca nad dorastaniem do przyjaźni. Człowiek, który chce mieć przyjaciela, sam musi doróść do przyjaźni; w miarę jak dojrzewa, staje się coraz bardziej życzliwy. Spotkanie w przyjaźni jest bowiem spotkaniem na płaszczyźnie wzajemnej życzliwości. Dlatego gwarancją na to, że jesteśmy odporni na zazdrość, jest wejście w prawdziwą przyjaźń. Tylko ta forma miłości, miłości przyjaźni gwarantuje nam odporność na tę groźną chorobę.

Życzliwość, cnota często dziś zapomniana, zlekceważona, może dlatego, że jest prosta, że składa się z drobiazgów. Wielu jej nie rozumie, bo drobiazgów nie docenia. Często się słyszy zdanie: „to nie takie ważne, czy trzasnąłem drzwiami, czy nie trzasnąłem, czy włączam radio na cały regulator, czy ono gra cichutko, czy rzuciłem papierek na ziemię, czy do kosza. To nie takie ważne. Tylko głupi czepia się drobiazgów”.

Życzliwość jest utkana z samych drobiazgów, dlatego jest taka piękna, a równocześnie tak trudna. Łatwiej czasem dokonać rzeczy wielkich, aniżeli zadbać o tysiące drobiazgów, które stwarzają atmosferę życzliwości.

Wreszcie odkrywamy rzecz podstawową. Tam, gdzie nie ma życzliwości, tam nie potrafimy stworzyć wspólnoty.

W Stanach Zjednoczonych jest taka zasada, że w kampanii wyborczej, kiedy zostaje wybrany prezydent, pierwszy telegram gratulacyjny przesyła kandydat, który przegrał. To jest piękny gest rywalizacji, w której szanuje się kulturę. A u nas? Pierwszy gest to ugryzienie zwycięzcy.

Życzliwość, złożona z drobiazgów, stwarza atmosferę życia wspólnoty. Jeśli jej nie ma, człowiek czuje się fatalnie czy to w domu, czy poza domem. Dotyczy to bardzo często rozwodów. Wszystkie odejścia ze wspólnoty są oparte na tej zasadzie; zabrakło w niej życzliwości i człowiek szuka jej gdzie indziej, poza wspólnotą. Dramat polega na tym, że ludzie najczęściej to dostrzegają i zamiast podjąć trud tworzenia atmosfery życzliwości, uciekają – wyjść jest zawsze łatwiej, trudniej pozostać. Zostań na miejscu i stwórz atmosferę życzliwości. W atmosferze nieżyczliwości każdy czuje się źle. Zazdrość zawsze niszczy wspólnotę. Życzliwość natomiast, ponieważ jest poparta działaniem Boga, odnosi zwycięstwo nad zazdrością, ona buduje wspólnotę.

Kto w swoim sercu ocalił postawę życzliwości, może być pewny, że zazdrość nie zniszczy ani jego, ani wspólnoty, w której żyje.

Opracowanie katechez


Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz