“Pro multis” – to znaczy “za wielu” czy “za wszystkich”?

Udostępnij:
infricosatoarea judecataWzbiera tu i ówdzie mocniejsza dyskusja nad mającym się pojawić nowym mszałem i idącymi wraz z nim zmianami, czyli reforma zreformowanych – już kilkukrotnie – reform trwa… To, czego moderniści jeszcze nie osiągnęli w dotychczasowych innowacjach, teraz miałoby zostać “doszlifowane” – zdaje się, że już nie tylko pod ekumenizm w mianowniku. Kontrowersje, delikatnie to nazywając, koncentrują się na podobno mającej nastąpić zmianie w słowach konsekracji drugiej postaci eucharystycznej. Jednak nie jest to jakaś rzecz nowa w swej istocie, choć dla polskiego przekładu, planowanego “nowego mszału”, staje się rewolucyjna. Wygląda to trochę tak: “polska żaba” właśnie zorientowała się, że jest gotowana i chce wyskoczyć z gara, podczas, gdy gdzie indziej, jej koleżanki, już dawno się ugotowały…
Wspomniana zmiana, wg wielu opinii, miałaby skutkować nieważną konsekracją, więc w rezultacie nieważną mszą. Lecz jeżeli tak, to od pół wieku, w znacznej większości narodów i języków, Kościół Katolicki sprawuje już taką nieważną mszę! Wszak zdecydowana większość mszałów świata katolickiego “dawno już” zaadoptowała to, co teraz ma się stać w mszale, w języku polskim! Czyż nikt nie dostrzegał tej niejednolitości tłumaczeń? Nieliczni protestowali, zgłaszali uwagi, zastrzeżenia. Lecz kto słuchał tego głosu wołania od laikatu i niektórych księży? Gdy Episkopaty państw zachodu przyklepywały wypociny translatorskie wchodzące do liturgii w ich mszałach, w tym samym czasie, rękę na pulsie polskich translatorów i liturgistów trzymał, dziś Sługa Boży Kardynał Wyszyński. Niektóre zmiany wchodziły wolno, dla niektórych zbyt wolno, a inne w ogóle. A dziś? Wszystko w decyzji naszych biskupów – Konferencji Episkopatu Polski. Jednak tym razem “hamulcowego”, choćby w połowie takiego drugiego, jak Kardynał Tysiąclecia, jakoś pośród nich nie widać! Czy “nowy mszał” będzie zawierał zasłyszane zmiany? Zobaczymy i usłyszymy! Języczek uwagi został przydeptany.
Polecam poniższy tekst, jako rzeczowe odniesienie się do tej, póki co, “polskiej ploteczki”.

Przytaczam fragment książki M. Davies’a “Nowa Msza Papieża Pawła” z dodatku V – “Zdrada ICEL”, str. 474

Spośród wszystkich błędnych tłumaczeń dokonanych przez ICEL największe kontrowersje wywołał przekład pro multis jako „za wszystkich ludzi”. Omówimy tu  jedynie pobieżnie  problemy, jakie stwarza to tłumaczenie, opierając się przy tym na dwóch artykułach o. prof. J. P. M. van der Ploega OP[1], teologa, dla którego żywię wielki szacunek.

Ojciec van der Ploeg jest wybitnym znawcą języków semickich, tak więc jego opinia w kwestii wierności tłumaczenia ICEL ma szczególne znaczenie.

Formuła konsekracji wina w oficjalnym łacińskim tekście novus ordo Missæ zawiera zwrot pro multis. Zadaniem tłumaczy było przedstawienie wiernego przekładu łacińskiego oryginału, a nie zastępowanie jednoznacznych sformułowań terminami, stanowiącymi wyraz ich osobistych teorii na temat tego, co Zbawiciel zamierzał  powiedzieć podczas Ostatniej Wieczerzy. Błędne tłumaczenie pro multis jako „za wszystkich ludzi” datuje się na okres poprzedzający promulgację novus ordo, ICEL-owskie tłumaczenie kanonu pojawiło się bowiem w 1967 roku. To, że ten sam błąd pojawia się w licznych językach — od włoskiego po chorwacki — wskazuje, iż decyzję o przetłumaczeniu pro multis jako „za wszystkich ludzi” podjęły osoby zajmujące kluczowe stanowiska w Kongregacji Kultu Bożego. Nie jest to więc po prostu jeden z owych 400 błędów, o których pisałem wyżej.

Przekładu tego bronił niepodpisany artykuł opublikowany w styczniowym numerze organu Kongregacji Kultu Bożego „Notitiae” z 1970 roku. Anonimowy autor dowodził, że aramejski zwrot „za wielu” oznacza w istocie również „za wszystkich” (podczas swego ziemskiego życia Zbawiciel posługiwał się językiem aramejskim). Nie jest to jednak prawda. Zarówno język hebrajski, jak aramejski mają różne terminy oznaczające „za wielu” oraz „za wszystkich”. Trzy miesiące później w „Notitiae” opublikowano podpisany tym razem tekst, który to potwierdził. Jego autorem był ks. prof. Max Zerwick SI z Papieskiego Instytutu Biblijnego. Ojciec van der Ploeg wskazuje, że w syryjskim tekście  liturgii eucharystycznej (syryjski jest dialektem języka aramejskiego) zawsze używa się syryjskiego terminu oznaczającego „wielu”, nigdy zaś „wszyscy”. Jednak w językach hebrajskim i aramejskim słowo „wielu” może niekiedy być interpretowane jako oznaczające „wszyscy” — w zależności od kontekstu, w jakim jest używane.  Najbliższym  angielskim odpowiednikiem multis jest multitude (mnóstwo). Kiedy w języku angielskim używamy słowa „wielu” (many), domyślnie wykluczamy interpretację „wszyscy” (all). W hebrajskim i aramejskim „mnóstwo” może oznaczać „tylko niektórzy”, ale również „wszyscy”. Mówiąc, że Jego Krew zostanie przelana za „mnóstwo”, Zbawiciel mógł odnosić się do całego rodzaju ludzkiego, tj. do obiektywnego odkupienia (redemptio obiectiva). Umarł On za wszystkich ludzi, aby wysłużyć im łaski potrzebne do zbawienia. Mógł jednak również odnosić się do wybranych, czyli tych, którzy współpracują z łaską, by skorzystać ze zbawienia wysłużonego dla nich na krzyżu (odkupienie subiektywne — redemptio subiectiva).

To jednak, że pod względem lingwistycznym dopuszczalne jest  tłumaczenie pro multis jako „za wszystkich ludzi”, nie oznacza jeszcze, że posłużenie się nim w tym kontekście można uznać za usprawiedliwione. Ojciec van der Ploeg pisze:
„Po pierwsze: tradycyjnych słów (i odnosi się to również do praw) nie powinno się zmieniać bez konieczności i ewidentnego pożytku dla wspólnoty. Na pytanie, czy prawo zawsze powinno się zmieniać na lepsze, św. Tomasz z naciskiem odpowiada: «Nie», ponieważ w ten sposób prawo traci swą moc, która w wielkim stopniu wynika z consuetudo, zwyczaju. Powinno być zmieniane jedynie w przypadku, gdy nowa legislacja niesie za sobą bardzo poważne i ewidentne korzyści, albo gdy istniejące prawo jest niesprawiedliwe i bardzo szkodliwe (ST I  II, q. 97, art. III). Przypominamy te słowa, ponieważ bardzo wielu posoborowych reformatorów wydaje się o nich nie pamiętać, nawet w kongregacjach  rzymskich. Jednym ze skutków rosnącej liczby niepotrzebnych zmian jest postępująca anarchia.
Po drugie: zwrotu «za wszystkich» nie można znaleźć w żadnej formule konsekracyjnej Kościoła, czy więc wprowadzenie tej zmiany jest obecnie rzeczywiście konieczne?”.

Widać więc, iż tłumaczenie pro multis jako „za wszystkich ludzi” stanowi poważne i całkowicie nieusprawiedliwione zerwanie z tradycją,  zwłaszcza w obliczu tego, że Katechizm Soboru Trydenckiego wyraźnie uczy, iż pro multis odnosi się do odkupienia subiektywnego i że z tego właśnie powodu Kościół nie posługuje się zwrotem „za wszystkich” (pro universis; zob. Cranmer’s Godly Order, s. 5).

Ojciec van der Ploeg podaje jeszcze jeden powód dla odrzucenia ICEL-owskiego przekładu tych słów: „Krew Jezusa przelana za nas została nazwana przez Niego «Krwią Przymierza» (Mt 26, 28; Mk 14, 24), co jest wyraźną aluzją do wersu 24, 8 z Księgi Wyjścia. W tekście tym czytamy, że Mojżesz spryskał częścią «krwi Przymierza» lud, z którym Bóg zawarł to Przymierze. Nie zawarł go z całym światem, ale jedynie z narodem wybranym. Podobnie Chrystus nie zawarł [Nowego] «Przymierza» z całym rodzajem ludzkim, ale jedynie z tymi, którzy mieli być Jego uczniami, z katolikami wszystkich wieków. Z tego powodu w formule konsekracji wina nie powinno się używać słów «za wszystkich»,  mogłoby to być bowiem rozumiane w sposób sprzeczny z intencją Zbawiciela”.

Tak więc o. van der Ploeg wyraża ubolewanie z powodu przełożenia pro multis jako „za wszystkich” — nie zgadza się jednak z opinią, by mogło to powodować nieważność konsekracji. Po pierwsze: słowa te wypowiada się, gdy konsekracja już nastąpiła. Niektórzy katolicy twierdzą, że do ważności konsekracji konieczne jest wypowiedzenie całej formuły konsekracji wina, jaką znajdujemy w mszale św. Piusa V, jednak zgodna opinia teologów temu przeczy. Trzeba rozróżnić między kompletną formułą konsekracji a istotą formy sakramentu. Już na długo przed Vaticanum II teologowie zgadzali się co do tego, że do ważności wystarcza wypowiedzenie słów „To jest Ciało Moje” oraz „To jest Krew Moja”.

Standardowy podręcznik teologii dogmatycznej, szeroko używany na początku obecnego [XX] wieku, wyjaśnia to następująco:
„Które konkretnie słowa stanowią zasadniczą formę konsekracji? Wszyscy teologowie zgadzają się co do tego, iż «Hoc est Corpus meum — hic est Sanguis meus» należą do istoty formy. Większość utrzymuje również, że słowa te są wystarczające dla ważności podwójnej konsekracji, choć pominięcie innych słów przepisanych przez Kościół, zwłaszcza w konsekracji kielicha, byłoby grzechem ciężkim. Zasadę, na której opiera się ta opinia, można by wyrazić następująco: do istoty formy sakramentalnej należy wyłącznie to, co precyzyjnie wyraża skutek sakramentu. Tak więc słowa «To jest Ciało Moje, To jest Krew Moja» przynoszą skutek w postaci  rzeczywistej obecności Ciała i Krwi Chrystusa pod postaciami chleba oraz wina. Słowa owe powodują obecność [sakramentalną Chrystusa] i stanowią istotę formy sakramentu Eucharystii[2].

Ten sam autor — ks. Joseph Pohle — wskazuje, że całkowicie nie do obrony jest twierdzenie, iż do ważności konsekracji wina niezbędne są wszystkie słowa formuły zawarte w mszale św. Piusa V. Wskazuje na podobieństwa między konsekracją chleba a konsekracją wina, w których formy Hoc est Corpus meum oraz Hic est Sanguis meus są niemal identyczne. Zwraca również uwagę na rozstrzygający argument, a mianowicie fakt, iż nie wszystkie słowa z kanonu rzymskiego znajdują się w modlitwach  eucharystycznych  obrządków  wschodnich,  które Kościół zawsze uznawał za ważne[3]. W liturgiach wschodnich nie pojawiają się na przykład słowa mysterium fidei — stąd nie mogą być one konieczne dla ważności sakramentu.

W sekcji V De defectibus stwierdza się, że forma konsekracji wina obejmuje słowa: „Hic est enim Calix Sanguinis mei, novi et æterni testamenti, mysterium fidei, qui pro vobis et pro multis effundetur in remissionem peccatorum“. Było to nauczanie  św.  Tomasza,  Soboru  Florenckiego  oraz  Katechizmu  Soboru  Trydenckiego[4].

Rubryki stwierdzają, że każde odstępstwo od tych słów, które wypaczałoby jego znaczenie, powodowałoby nieważność konsekracji, te natomiast zmiany, które nie wypaczają znaczenia, nie naruszają ważności, jednak celebrans popełnia w takim przypadku grzech ciężki. Ojciec van der Ploeg wyjaśnia, że słowa te muszą się odnosić do zasadniczego sensu formuły. Jak dodaje, ludzie którzy pisali wprowadzenie do mszału, musieli być świadomi istnienia w liturgiach wschodnich odmiennych, lecz ważnych formuł konsekracji.

Jedynym sposobem na unieważnienie formy sakramentalnej jest dodanie słów zmieniających jej znaczenie. Nieważna byłaby więc forma: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca, Syna, Ducha Świętego oraz Najświętszej Maryi Panny”. Można by stąd argumentować, iż nawet jeśli to prawda, że słowa pro multis nie należą do istoty formy, dodanie słów „za wszystkich” pociągałoby za sobą nieważność konsekracji. Ojciec van der Ploeg nie zgadza się jednak z tym wnioskiem, ponieważ słowa „za wszystkich ludzi” nie są heretyckie same w sobie i — jeśli używane są w odniesieniu do obiektywnego odkupienia, bez intencji podważania odkupienia subiektywnego — nie zawierają błędu dogmatycznego. Bardzo trafne spostrzeżenie w tej kwestii  przedstawił Patrick H. Omlor. Stwierdził mianowicie, że mimo pewnych różnic w formułach konsekracji [w różnych obrządkach] wszystkie one zawierają słowa wyrażające skutek łaski sakramentalnej, którym jest nie tylko zjednoczenie pojedynczej duszy z Chrystusem, ale i jedność Ciała Mistycznego[5]. Dzieje się tak dlatego, że Eucharystia wyraża i powoduje jedność Ciała Mistycznego, która nigdy nie stanie się udziałem ludzi znajdujących się poza widzialnym Kościołem.

Omlor słusznie stwierdza, że słów „za wszystkich ludzi” nie można odnosić do Mistycznego Ciała Chrystusa. Trudność tę wydaje się usuwać późniejsze dodanie słów quod pro vobis tradetur  do formy konsekracji chleba — które zostały wprowadzone  już  po  opublikowaniu  przez  Omlora  krytycznej  analizy  ICEL-owskiego kanonu w 1968 roku. Nawet jednak biorąc pod uwagę, iż jest absolutnie niezbędne, by forma  sakramentalna wyrażała jedność Ciała Mistycznego, trzeba  uznać,  że  wersja z 1967  roku  wyrażała  ją  w  innych  częściach  obrzędu. Zgodnie  z  zasadą  powszechnie  przyjętą  w  teologii  sakramentalnej  zasadnicza forma  może  czerpać  swe  pełne  znaczenie  lub  cel z modlitw znajdujących się w innych częściach liturgii (ex adiunctis). Zasadę tę wyjaśniłem w książce The Order of Melchisedech.

Tego, co napisałem, nie można uważać za próbę usprawiedliwienia tłumaczenia pro multis jako „za wszystkich ludzi” — przekład ten jest nie do obrony. Nie usprawiedliwia go również o. van der Ploeg. Stwierdził on jedynie, że — choć przekład ten uznać należy za wysoce niefortunny — nie uważa, by tłumaczenie to  pociągało  za  sobą  nieważność  konsekracji. Uważam, że najprawdopodobniej ma rację, jednak tam, gdzie mamy do czynienia z kwestią ważności sakramentu, wysoki stopień prawdopodobieństwa nie wystarcza. Jedną z najlepszych pozycji odnoszących się do tych kwestii jest czterotomowe dzieło ks. H. Davisa SI Moral and Pastoral Theology (Teologia moralna i pastoralna). We fragmencie o pełnej formule konsekracji wina zawartej w De defectibus autor pisze: „Słowa «Hic est Calix Sanguinis mei» czy «Hic est Sanguis meus» z całą pewnością należą  do  istoty  formy;  być  może  należy  do  niej  również  pozostała  część  formuły, wszyscy  jednak zgadzają się co do tego, że gdyby pominięto któreś  z  następnych słów, mielibyśmy do czynienia z grzechem ciężkim i że całą formułę należałoby powtórzyć warunkowo”[6].

Wyjaśnia również konsekwencje istotnej zmiany formy sakramentalnej:
„Z istotną zmianą w formie mielibyśmy do czynienia, gdyby sens formy został całkowicie  wypaczony przez dodanie pewnych słów, przez usunięcie słów należących do prawdziwej formy, przez wypaczenie słowa lub słów w taki sposób, że nadawałyby one całości inne znaczenie, przez przestawienie słów formy w taki sposób, iż prawdziwy sens zniknąłby lub stałby się wątpliwy, przez zastąpienie słów innymi, przez takie przerwy w wypowiadaniu formy, które niszczyłyby jej jedność moralną, albo przez takie zmiany gramatyczne czy błędy, które w istotny sposób zmieniałyby jej sens”[7]

Jeśli  więc  jest  możliwe,  że  pro  multis  może  stanowić  część  zasadniczej  formy, i jeśli istnieje możliwość, iż tłumaczenie tego zwrotu jako „za  wszystkich ludzi” stanowi istotną zmianę formy w sensie, o którym pisze ks. Davis, wówczas jedynym bezpiecznym wyjściem dla kapłanów jest  posługiwanie się formą łacińską lub zastępowanie słów „za wszystkich ludzi” słowami „za wielu”.

Samo bowiem przekonanie, iż forma zawierająca zwrot „za wszystkich ludzi” jest  prawdopodobnie ważna, w przypadku sakramentu nie może być uznane za wystarczające usprawiedliwienie dla jej używania. Nie wystarczałoby nawet przekonanie o niemal pewnej ważności — gdyż „niemal” oznaczałoby w istocie jedynie wysoki stopień  prawdopodobieństwa. Ksiądz Davis pisze: „W kwestii formy sakramentów (podobnie jak i konsekracji podczas Mszy) nigdy nie wolno odstępować od formy, której ważność jest pewna, na rzecz takiej, której ważność jest jedynie prawdopodobna. Twierdzenie przeciwne zostało wyraźnie potępione przez papieża Innocentego XI”[8]

Ponieważ nie chciałbym spotkać się z zarzutem, że usiłuję wymigać się od zajęcia jednoznacznego stanowiska w tak poważnej kwestii, postaram się  teraz wyrazić moją osobistą opinię. Gdy podczas novus ordo Missæ używana jest formuła łacińska, jestem absolutnie pewny, że następuje ważna konsekracja. Jeśli liturgia jest sprawowana w językach narodowych z użyciem zwrotu „za wszystkich ludzi”, jestem niemal pewien, że mamy do czynienia z ważną konsekracją, zwłaszcza biorąc pod uwagę opinię teologa o randze o. van der Ploega. Tak więc gdybym był kapłanem, nie byłbym w stanie posługiwać się formą „za wszystkich ludzi”, oznaczałoby to bowiem kierowanie się probabilizmem — pewność niemal całkowita nie jest pewnością absolutną.

Jednak nawet ci, którzy są absolutnie pewni, że forma „za wszystkich ludzi” jest  ważna,  mają  obowiązek  domagania  się  właściwego  tłumaczenia pro multis. Błąd ten stanowi rażące zerwanie z tradycją i otwiera drogę herezji, w tym przypadku nie protestantyzmu, a modernizmu. Ojciec van der Ploeg zauważa, że moderniści coraz powszechniej kwestionują rozróżnienie pomiędzy odkupieniem obiektywnym a subiektywnym. Sugeruje też, że  narzucenie owego błędnego przekładu wiązać należy z ich rosnącymi wpływami:
„Zamiana zwrotu «za wielu» na «za wszystkich» jest im bardzo na rękę i można by zadawać sobie pytanie, czy nie z tego właśnie powodu nowinka ta jest tak usilnie propagowana. Biorąc to pod uwagę, a także by wykluczyć wszelką możliwość błędnych interpretacji, słów konsekracji nie powinno się zmieniać”.

Nie sposób nie dostrzec ironii w tym, że amerykańscy biskupi, którzy jako pierwsi przyjęli owo błędne tłumaczenie i go bronili, mają obecnie problem z feministkami, kwestionującymi tłumaczenie pro multis jako „za wszystkich ludzi” i domagają się, by brzmiało ono „za wszystkich mężczyzn i wszystkie kobiety” względnie by posłużono się jakimś innym, nieseksistowskim wyrażeniem. Niestety, owe zbałamucone kobiety  znajdują  u  biskupów  znacznie większy  posłuch  niż  tradycjonaliści,  a  ich zastrzeżenie  traktuje  się  poważniej,  niż rzeczowe uwagi ludzi pokroju Omlora[9].

Problemy spowodowane błędnym tłumaczeniem pro multis dowiodły mądrości Kościoła na Zachodzie w posługiwaniu się łaciną w swej liturgii. W 1907 roku biskup Newport John Cuthbert Hedley ostrzegał, że wprowadzanie języków narodowych do liturgii pociągnie za sobą dalsze nieuchronne zmiany. Długi cytat z jego książki  zamieściłem w rozdziale XVI, w tym miejscu pozwolę więc sobie na przytoczenie  krótkiego  jedynie  jego  fragmentu.  Jak wyjaśniał bp Hedley, przedsięwzięcie mające na celu stworzenie godnej liturgii w językach narodowych, przy uwzględnieniu nieustannej ewolucji znaczenia poszczególnych słów, byłoby zadaniem zbyt przytłaczającym i trudnym do przeprowadzenia: „Błędne rozumienie, heterodoksja i herezje wynikające z niekompetencji lub premedytacji  tłumaczy  i  adaptatorów  wymagałyby  takiej  czujności  ze  strony pasterzy Kościoła, że jedynie nieustający cud mógłby zapobiec katastrofie”[10].
Niestety, Pan Bóg nie uznał nas za godnych tego cudu, zsyłając na nas plagę w postaci rytu McManusa.

____________________________
[1] O. van der Ploeg jest doktorem teologii i biblistyki oraz wykładowcą Nowego Testamentu na  Katolickim Uniwersytecie w Nijmegen w Holandii, członkiem Królewskiej Akademii Nauk Holandii  oraz czołowym autorytetem w kwestii zwojów znad Morza Martwego.
[2]  J. Pohle, The Sacraments, St. Louis 1916, s. 209.
[3] Idem, s. 210.
[4] Niektórzy czytelnicy mogliby wyciągnąć z tego wniosek, że jednomyślna opinia tych trzech  autorytetów jest wiążąca i że do ważności formy konieczne jest wypowiedzenie wszystkich tych  słów. Jednak te same trzy autorytety były zgodne co do tego, co stanowi materię i formę sakramentu  święceń, a jednak Pius XII orzekł w 1947 roku, że zarówno materia, jak i forma tego sakramentu są rozłożone w różnych częściach obrzędu. Omówiłem tę kwestię szczegółowo w książce The Order of  Melchisedech
[5] P. H. Omlor, Questioning the Validity of the Masses Using the New, All-English Canon, Reno 1969, s. 67-68.
[6] H. Davis, Moral and Pastoral Theology, Nowy Jork 1938, t. 3, s. 131.
[7] Ibidem, s. 12.
[8] Ibidem, s. 27.
[9] W przeprowadzonym 12 listopada 1980 roku glosowaniu amerykańscy biskupi postanowili  oczyścić swój ryt McManusa z języka seksistowskiego, zatwierdzając równocześnie tłumaczenie pro multis jako „za wszystkich” (for all).
[10] J.C. Hedley,  op. cit., s. 200.


Polecam do przeczytania również:


 

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz