Bóg, honor, Ojczyzna – 11.11.2010 r.

Udostępnij:
[Bóg honor Ojczyzna]

zdjęcie z okładki “Gazety Polskiej”

„Bóg, honor, Ojczyzna”. Co znaczą dla nas dzisiaj te słowa? Jakie myśli przewijają się w naszych umysłach w ten świąteczny dzień – już nie tylko jako dzień Pański, ale również Święto Niepodległości? W czym wyznacza się nasze świętowanie?

Przyznam się, że od długiego czasu zastanawiałem się, jakie słowo powiedzieć dzisiaj, w nasze Narodowe Święto… Bo, powiedzmy sobie szczerze, można by ten dzień przeżyć tak gładko, spokojnie, bez głębszego zaangażowania, zwyczajnie. Coś tam obejrzeć w telewizji, tak zwyczajnie odpocząć. A może, tak przy okazji, umiarkowanie ponarzekać na sytuację w kraju. A jutro? Do kołowrotka, do szarej codzienności i właściwie bez większych mentalnych zmian. [Bóg honor Ojczyzna]

Niestety, moja wersja świętowania i refleksji na dzisiaj, nie ma wiele wspólnego, że nazwę to tak wprost, ze zgniłym i mdłym spokojem i siedzeniem grzecznie „cicho sza”. Może niektórym „u góry” bardzo byłoby to na rękę, aby tak właśnie świętowali Polacy, obywatele dzisiejszej Polski. Wciąż słychać dziwne pretensje, że są Polacy, którzy dzielą nasz naród. Ale czy to nie wygląda jak coś w rodzaju pretensji do owcy, że beczy przed zarżnięciem? Nie da się milczeć, a tym bardziej, gdy są coraz brutalniejsze naciski, aby kneblować tych, którzy mówić powinni! Ale do rzeczy! [Bóg honor Ojczyzna]

W tych listopadowych dniach częściej bywamy na cmentarzach, w zadumie spoglądamy na nagrobki tych co odeszli. Wspominamy przeszłość tych, o których nie rzadko również myślimy, że są już w Niebie, czyli jako święci. Może nie jeden z nas zapalił również znicz i ze światłem świecy złączył swoją modlitwę na grobie jakiegoś żołnierza, kogoś, kto zginął w obronie Polski, Naszej Ojczyzny. A może ktoś taki jest wspominany w naszych rodzinach… (Praktycznie nie ma rodzin, którym wojna nie odebrałaby kogoś).

Tysiące, jeśli nie setki tysięcy są tych, którzy oddali swoje życie, „aby Polska była Polską”. Tysiące męczenników za wiarę w Polskość i w Chrystusa poległo w kolejnych zrywach wolnościowych. Wielu z nich pewnie nigdy nie zostanie wyniesionych na ołtarze, ale i nie taki był cel ich poświęceń. Pragnęli jednego – mądrej, wielkiej, wspaniałej Polski, zbudowanej na ewangelicznej skale.

Na tej liście są powstańcy kościuszkowscy, listopadowi i styczniowi, jest Walerian Łukasiński, ksiądz Skorupka i Romuald Traugutt, są polskie dzieci wywożone kibitkami na Kołymę, obrońcy Lwowa, rotmistrz Pilecki. Są wreszcie i osoby, które leciały rankiem 10 kwietnia do katyńskiego lasu. Co ich łączy? Wiara w Boga i w piękną Polskę. I smutna śmierć na tej drodze. [Bóg honor Ojczyzna]

„Bóg, honor, Ojczyzna”…
Z bramy Cytadeli warszawskiej wyjechało pięć czarnych wózków. Obok każdego z nich szedł spowiednik. Na miejsce kaźni wieziono skazańców – Romualda Traugutta, Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego, Romana Żulińskiego i Jana Jeziorańskiego. Był dzień 5 sierpnia 1864 r. Zbliżała się godzina dziesiąta. Na szubienicy miał się właśnie dokonać ostatni akt Powstania Styczniowego. Wokół niej zgromadziły się milczące, wielotysięczne tłumy, odgradzane kordonami wojska. Grały bębny. Powstańcom nie związano rąk. Sami zakładali na siebie duże białe koszule. [Bóg honor Ojczyzna]

Gdy stanęli pod belką, rozpoczęto czytanie wyroku. Sentencja liczyła kilkanaście stron. Beznamiętny głos rosyjskiego urzędnika niósł się daleko w tej potwornej ciszy, która otulała stok Cytadeli. Jedynie Traugutt nie słuchał. Rozmawiał szeptem ze stojącym obok niego kapucynem. Potem złożył ręce do modlitwy. Uniósł oczy do nieba. Stołki wytrącano spod nóg po kolei. Pierwszy zginął Jeziorański. Potem następni. Na końcu ostatni, dyktator powstania. Gdy zawisł, tłum jęknął i nagle dziesięć tysięcy osób uklękło w ciszy. Jak pisze Marian Dubiecki, nawet żołnierze rosyjscy byli głęboko wstrząśnięci tą sceną. Potem rozległy się śpiewy: „Boże coś Polskę” i suplikacja „Od nagłej i niespodziewanej śmierci…”.

Ciała wisiały przez kilka godzin. Carscy żołnierze pochowali je potajemnie, w dole wykopanym na jednym ze stoków Cytadeli; posypali je wapnem, żeby szybciej się rozłożyły. I żeby nie został ślad. Żaden ślad. Bo ślady takie – według Rosjan – były niebezpieczne. Przede wszystkim dlatego, że straceni 5 sierpnia byli męczennikami w oczach narodu. Chciano więc unicestwić ich całkowicie. Aby miejsce pochówku i doczesne szczątki nie stały się relikwiami dla (w cudzysłowie) „źle myślących”.

Jest rzeczą wstrząsającą, że rozgrywa się powtórka z historii. Brak szacunku dla ciał. Kompromitacja i to po wielokroć w oczach narodu, gdy okazuje się, że nie wiadomo, do kogo bliscy przychodzą na grób? …
Ale to, co budzi u władzy lęk największy, to wyraźne społeczne zjawisko – Ci zabici, w drodze do Katynia, urośli do rangi współczesnych męczenników… [Bóg honor Ojczyzna]

Abp Józef Michalik, przewodniczący Episkopatu, dziś w homilii w przemyskiej Katedrze mówił: obserwujemy bezradność państwa m.in. wobec katastrofy smoleńskiej. Przecież to już ponad dwa lata i nic nie wiemy, i dalej nie będziemy wiedzieli. Przecież widzimy, jakie to upokarzające i dla mnie, i dla każdego zdrowo myślącego człowieka, że dzisiaj dokonuje się rekognicji pomieszanych, poplątanych zwłok pochowanych bohaterów narodowych… (polecam lekturze całą dzisiejszą homilię ks. Arcybiskupa, którą pewnie zaczną „obszczekiwać” już jutro pewne media). [Bóg honor Ojczyzna]

Ale z drugiej strony trochę smutno zrobiło mi się, gdy inny z naszych pasterzy, skądinąd znany ze spolegliwości wobec elit i obecnej władzy, w wypowiedzi dla partyjnej gazety stwierdził, że nie można o ofiarach z 10 kwietnia 2010 r. mówić jak o „męczennikach za wiarę”. Owszem, pewnie miał na myśli tylko wiarę chrześcijańską…

Otóż to są męczennicy za wiarę. To męczennicy za wiarę, rozumianą trochę szerzej, niż tylko w pojęciu katechizmowym. Wierzyć można i w przyszłość swojej Ojczyzny. Można wierzyć w Polskę. A historia pokazuje, że ta wiara często idzie w parze z wiarą Chrystusową, że jest z nią sprzęgnięta takim duchowym węzłem, którego nie da się rozerwać. [Bóg honor Ojczyzna]

To właśnie dlatego odważyłem się dziś na to słowo, w którym Ewangeliczna prawda łączy się z prawdą o tym, kim jesteśmy i z czego wyrastamy jako Naród. Bo nie da się w sztuczny sposób oddzielić wiary i historii Naszej Ojczyzny! Nie da się oddzielić wiary i męczeństwa tych, którzy złożyli ofiarę ze swojego życia na ołtarzu Ojczyzny – Polski! To dlatego „Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego” były długo świętą lekturą dla Polaków.

Jedna z gazet warszawskich z sierpnia 1918 r. w 58. rocznicę śmierci Traugutta cytuje słowa z jego odezwy: „»W wytrwaniu leży zbawienie« – Ten okrzyk próżnym nie stał się. On wytrwał aż do chwili, gdy nawa tonęła, a wróg go ujął, aby wieźć na polską Golgotę, do owego słupa hańby, a myśl nasza tak określa: że już po drzewie krzyża na Golgocie, nie będzie chyba relikwii, skarbnicy droższej, nad drzewo polskiej szubienicy”. A potem autor artykułu pisze, jaką siłę daje myśl i przykład duchowy Traugutta polskiej armii stojącej u progu odzyskania niepodległości. Dyktator powstania bowiem nawoływał żołnierza polskiego, żeby był „żołnierzem Chrystusa”. [Bóg honor Ojczyzna]

Tak zwracał się do gen. Haukego-Bosaka – „nasz żołnierz czystość obyczajów i nieskazitelną cnotę, a nie samowolę i demoralizację, roznosić wszędzie powinien”. To pokazuje, na czym Traugutt chciał budować siłę polskiego oręża: na cnocie wywiedzionej z myśli chrześcijańskiej. Tym mieliśmy się różnić od zalewającego nas od wschodu „barbaricum”.

A ten właśnie rys barbarzyńskiej dzikości wlał się do księstw ruskich wraz z tatarskimi najazdami i tam na trwałe pozostał, łącząc się z bizantyńskim przepychem sprawowania władzy. Charakterystyczną cechą żywiołu wschodniego był całkowity brak poszanowania ludzkiego życia.

W 1240 r., w zdobytym Kijowie, wojska Batuchana urządziły rzeź, pozostawiając po sobie kilkadziesiąt tysięcy niepogrzebanych ciał. Zaledwie kilku ludzi ocalało. I to dlatego, że Tatarzy postanowili wysłać ich dalej, aby siali przerażenie, opowiadając w innych miastach o mongolskim okrucieństwie. Osiem wieków później, rzecz znamienna, że kiedy Rosjanie dokonali rzezi warszawskiej Pragi, Suworow wydał identyczny rozkaz, co wnuk Czyngischana – po wyrżnięciu dwudziestu tysięcy ludzi garstkę ocalałych puszczono wolno. Żeby przekazali warszawiakom na lewym brzegu, co ich czeka, jeśli będą stawiać opór. Rosja doskonale przyswoiła sobie tatarskie metody podbijania świata. [Bóg honor Ojczyzna]

Apogeum jej barbaryzacji nastąpiło, gdy zapanował bolszewizm. Wystarczy obejrzeć zdjęcia z niemieckich ekshumacji w Katyniu: obrazy wyciąganych z ziemi, gnijących ciał polskich oficerów to najczytelniejsza, najłatwiejsza do zapamiętania ilustracja zjawiska.

Podobne rzeczy zobaczyli archeolodzy pracujący na warszawskich Powązkach, w kwaterze na tzw. „Na Łączce”. Ofiary ubeckich mordów wrzucone do ziemi rosyjską metodą: bezwładnie, bez szacunku, posypane wapnem. Tak jak Traugutt i jego towarzysze. Unicestwieni, zmiecieni ze świata, poniżeni nawet po śmierci.

Czy to nam czegoś nie przypomina? Czy to, czego obecnie jesteśmy świadkami nie jest kolejną emanacją barbarzyńskiego modelu pewnej cywilizacji sprzed wieków? Powiem tak: To już w pewnym sensie nawet nie dziwi, choć ciągle przeraża… 

Tylko gdzie leży granica między tym, co wyznacza nam dziedzictwo kulturowe Traugutta i wielu jemu podobnych, a tym, gdzie jest współczesne barbarzyństwo? Jak bardzo smutne to jest, że obecna elita naszego państwa (nota bene, wykształceni – o ironio! po fakultetach historycznych) staje jakby w jednym szeregu z barbarzyńską Rosją, i zdają się jakby kryć jej praktyki, zamiast brać w obronę swoich rodaków… Jak groteskowo i fałszywie wyglądają deklaracje i obrazki przyjaznych gestów nad trupami kolejnych pomordowanych… Bo to, że zostali zamordowani, to prawie oczywiste, pytanie tylko przez kogo…?

Przyjaźń nie rodzi się ze słów i deklaracji, ale z konkretnych czynów. Jakież to czyny – poza samymi deklaracjami – możemy uznać za przyjazne, ze strony Państwa naszych wschodnich sąsiadów? Niech mi ktoś wskaże, może mam luki w wiedzy historycznej?!!! I wcale nie chodzi mi o szarych, zwykłych obywateli – bo ci są Bogu ducha winni!!! [Bóg honor Ojczyzna]

Ci, straceni na stokach Cytadeli warszawskiej w 1864 r. weszli do długiego panteonu, w pewnym sensie, „świętych narodu polskiego”. Patriotyzm nie zastępował u nich wiary w Boga, nie stanowił nowej, nacjonalistycznej religii, jak to czasem mówiono i pisano, a również próbuje się definiować nam dzisiaj. Ten patriotyzm wyrastał z chrześcijańskiego ducha i z krzyżem w dłoni walczył o najwspanialsze polskie wartości.

Roman Żuliński, jeden z owej piątki skazanych, w ostatnich dniach przed śmiercią pisał do matki i sióstr – „Za chwilę myśl moją oderwę od świata… nie płaczcie, tak jak ja w tej chwili, nie przestając was kochać, nie płaczę; lecz z wiarą w przyszłe życie mam nadzieję, że Bóg nas kiedyś razem połączy, ja szczęśliwszy od was… czyliż nie lepiej, nie lżej wyprawiać się obok kapłana i Świętymi Sakramentami wzmocnionemu w drogę wieczności i pokoju trwałego, jak opuszczać dom rodzinny, zrywając węzły najdroższe rodzinnego życia, by prawie bezużytecznie zginąć w śniegach Sybiru…”

Marian Dubiecki, bliski współpracownik Romualda Traugutta (skazany w tym samym co on procesie i zesłany na Sybir), napisał: „Charaktery spiżowe, poświęcenia ofiarne, które w owej epoce widziano, które wszędzie stałyby się tytułem do chluby narodu – u nas pochłonęło morze zapomnienia. Sami wtrącaliśmy w otchłań zagłady to, co mogło być – i jest bez zaprzeczenia – chlubą naszą, wawrzynem z przeszłości narodu…”. [Bóg honor Ojczyzna]

Ostatni zaś dowódca Powstania Styczniowego, jeden z owych „charakterów spiżowych” takie zostawił napomnienie w swojej odezwie do narodu, z 15 grudnia 1863 r.: „Władza u nas nie jest przedmiotem ambicji, lecz czynem poświęcenia…”. Niestety. Ten głos jakby nie dociera do współczesnych…
10 kwietnia zginęli Ci, którzy i pewnie zginęliby w Katyniu, gdyby przesunąć czas o ponad pół wieku. Na kłamstwie o Katyniu budowano PRL. Ciekawe co teraz próbuje się budować na kolejnym kłamstwie o wydarzeniach z 10 kwietnia.

Jedno jest pewne i coraz wyraźniej to widać: Trwa walka o duszę Tego Narodu! Jest to walka, w której przegranym jest ten, kto się wcześniej podda i powie: „jestem już tym zmęczony, już mi wszystko jedno, wszyscy tacy sami”… jeśli tak mówisz, to znaczy, że twój duch umarł, to znaczy, że nie masz korzeni, to znaczy, jakbyś powiedział: nie ważne pod jaką flagą, pod jakim godłem, byleby tylko mi się jakoś żyło…

Co się stało z naszą miłością do Ojczyzny? Stawiam to pytanie sobie i Wam z nieukrywanym dużym żalem! A ten żal wynika z tego, że jakby prawie nie ma tej miłości, że chyba bardzo zaniedbaliśmy się w tym, co jest Naszą Polską Duszą! Mówię to z całym przekonaniem! Coś jest bardzo nie w porządku z naszym patriotyzmem! Przykłady? Proszę bardzo! Wspomnienie męczenników Katyńskich, które co roku tutaj obchodzimy, a nasz kościół świeci pustkami – tak było w tym roku.

Młodzież gimnazjalna deklamuje i śpiewa przepiękne teksty, zrodzone z tęsknoty i miłości do tej ziemi, a nam się nawet nie chce przyjść, żeby zaczerpnąć najczystszy strumień tej historii i pamięci o tym, co wpisane jest w nasz Narodowy etos! I jak mają uwierzyć Ci młodzi, że jest coś takiego jak patriotyzm – miłość do tej ziemi, miłość do Polski, skoro ich ojcowie i matki nie mają tego w sercu?!

„Bóg, honor, Ojczyzna”- Czy to nie pusto brzmiące słowa?!
Co się stało z naszą miłością do Ojczyzny? Odpowiedzmy sobie dziś na to pytanie! Jak wygląda Twoja miłość do Ojczyzny, Twój patriotyzm? Czy zamyka się to tylko w geście wywieszenia flagi na mistrzostwa w piłce, czy może jednak i dziś twoje okno lub balkon ozdabia białoczerwona? Czy twój patriotyzm ogranicza się do politykierstwa i wyzywania polityków, czy oprócz tego, nieraz słusznego oburzenia, karmisz tę miłość do ojczyzny tym, czego nam zapomnieć nie wolno: znajomością chlubnej historii, jaką ma nasz naród, a którą dziś po kawałeczku chce usunąć się ze szkół? A skoro mówię to z ambony, to i zapytam: Ile razy wziąłeś do ręki różaniec, aby modlić się za ten kraj?

Ojcowie Paulini i Wielu innych, prawie ze łzami wzywa do modlitwy, gdy już jakby nic nie skutkuje, a ty? Modlisz się za Ojczyznę? Jeśli nie, to może nie kochasz? Bo jeśli się kogoś kocha, to i modli się za tę osobę! A tu chodzi o coś jeszcze więcej!

Nie mówię tego do niewierzących, których tu dziś nie ma i nie będzie, ale do Was, do tej cząstki, która jeszcze wierzy i jeszcze jest obecna…

Chyba, że: „Bóg, honor, Ojczyzna”, to już tylko historyczny slogan, bo co to dziś znaczy dla nas? Może w sercu co raz, to mniej Boga, może co raz, to mniej Ojczyzny, a honor…? Trudno już mówić o honorze w tym znaczeniu, kiedy zhańbiło się i zdradziło to, co miało wyróżniać, co czyni Polakiem w tym duchu, w którym oddawali życie wspomniani bohaterowie.

Może ktoś się na mnie obrazić! Ale jeśli nie mam racji, jeśli do ciebie nie dotyczą się te słowa, jeśli się mylę, to nie masz powodu. Ale jeśli dotyczą, to tylko po to, żebyś się zastanowił i coś zmienił lub zmieniła. I trzeba to zrobić! Bo jeśliś się obraził, to znaczy, że chyba jeszcze nie rozumiesz i to na elementarnym poziomie Ewangelii! Nasza wiara jest wiarą, która niesie prawdę, nadzieję i miłość, i ciągle wzywa nas do nawracania się. I niech tak się stanie! Bo nawrócenie i życie w prawdzie jest w samym sercu Ewangelii, bo to mamy „wbudowane” w sumieniu.

Wiem, że już za długo mówię, ale też zbyt długo narastał we mnie ten wewnętrzny przymus i nakaz sumienia, żeby skierować to słowo – a dziś jest najbardziej odpowiednia chwila. Zdaję sobie sprawę, że znajdą się osoby, które zepchną moje słowa pod bardzo „pojemne stwierdzenie”, że politykuję na ambonie. To jedna z najwygodniejszych ucieczek, i wybieg, aby niczym się nie przejmować, aby krótko mówiąc uciec od prawdy…

Odwołam się jeszcze raz do słów ks. Arcybiskupa Michalika: „Kościół nie może odejść od oceny moralnej zjawisk społecznych i politycznych. To nie jest mieszanie się do polityki. To jest uzdrawianie polityki. To jest nasz obowiązek. Ilekroć widzimy chorobę, musimy tę chorobę leczyć”.
To kazanie nie ma gotowej puenty. Jest ona pozostawiona do dopowiedzenia każdemu z Was, kochani i nie jest łatwa.

Pozostawiam Was na dzisiejsze świętowanie ze znanym wierszem, którego niegdyś uczono w szkole na pamięć, a który oddaje jakąś część tej ważnej prawdy o stanie ducha wielu z nas. Niesie również nadzieję, a może nawet pewien imperatyw, aby nie być obojętnym i nie wzorować się na tych, którzy w nic się nie angażują, w nic nie wierzą i którym już od dawna „wsio rawno”!

Gawęda o miłości ziemi ojczystej

Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić “dnieje”,
o blasku Słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które na płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstką czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić,
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię – i żyć,
ale nie można owocować.


Bóghonor, Ojczyzna

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz