Minimum i Maksimum katolika

Udostępnij:

V. Ostatnia część tej katechezy dotyczyć będzie ostatniego przykazania kościelnego, aby troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła. O co chodzi w tym przykazaniu?

Minimum i maksimum katolika - uboga wdowaBardzo często ci, którzy nie rozumieją głębi tych słów, są przekonani, że pewnie znowu chodzi o pieniądze – oczywiście dla nigdy nie nasyconych księży. Tymczasem przykazanie to odnosi się wyraźnie do „wspólnoty Kościoła”, do której przecież należymy przez przyjęcie chrztu świętego. Na mocy tego sakramentu jesteśmy zobowiązani do czynnego udziału w życiu całego Kościoła. Ten udział wyraża się nie tylko w otrzymywaniu, ale też dawaniu, lub może lepiej powiedzieć w pewnym „inwestowaniu”. A prozaicznie i prosto rzecz ujmując: w trosce o niego. Tę troskę każdy wierzący wyraża na dwóch płaszczyznach: duchowej i materialnej.

Troska o potrzeby duchowe Kościoła wyraża się poprzez modlitwę, ofiarowywanie swoich cierpień, wyrzeczeń i praktyk pokutnych. Jest to konieczne, aby prosić i modlić się do Pana Boga z tym „osobistym wkładem” za samego siebie, za innych wierzących, za tych, którzy często upadają, aby i oni osiągnęli cel życia w tej doczesnej walce z grzechem, czyli zbawienie.

Mówiąc bardziej szczegółowo: podejmujemy te duchowe dzieła w intencji Kościoła, prowadzonych dzieł misyjnych oraz Kościoła lokalnego czy rodzinnego. W naszych parafiach lepiej znamy rodziny, małżeństwa, osoby, które przeżywają różnego typu kryzysy. Za nich i ich poszczególnych członków mamy obowiązek się modlić i ofiarowywać duchowe dzieła. Nie możemy także zapominać o duszpasterzach oraz nowych powołaniach kapłańskich i zakonnych. Wreszcie naszym zaangażowaniem duchowym i materialnym (wszelako rozumianą jałmużną) dopomagamy Kościołowi Cierpiącemu w Czyśćcu. Tak pomnażamy duchowy skarbiec Kościoła.

Wypełniając pierwszą część tego przykazania, związaną z troską duchową, powinniśmy także pamiętać o stronie materialnej wspólnoty Kościoła. Tak jak my nie potrafimy żyć tylko tym, co duchowe i każdego dnia w modlitwie „Ojcze Nasz” mówimy: „…chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…” tak potrzeba, aby umieć się podzielić z innymi tym, co Nasz Niebieski Ojciec dał nam. Dzielimy się z tymi, którzy są w dużo większej potrzebie niż my sami. Najlepiej byłoby przekazać w formie rzeczowej, to co konieczne dla realizacji zadań, którymi kieruje Kościół. Ale logistycznie byłoby to w niejednym przypadku prawie niemożliwe, dlatego łatwiej i nam, i działom duszpasterskim Kościoła, dysponować pieniędzmi, które ofiarujemy.

Jakie to są te potrzeby Kościoła? Otóż najogólniej odnoszą się do: sprawowania kultu, działalności ewangelizacyjnej, charytatywnej, utrzymywania duszpasterzy oraz instytucji kościelnych, tj. np. seminariów duchownych, szkół katolickich czy coraz częściej zakonów kontemplacyjnych, które utraciły źródła swojego utrzymania (por KPK 222). Kościół nigdy nie wyznacza wysokości składek i datków, polegając jedynie na wrażliwości serca poszczególnych swoich wiernych. Dlatego każdy sam określa swoje możliwości w tym, co może i co chce ofiarować innym. Podkreśla to Katechizm Kościoła Katolickiego, że każdy wierny ma zadbać o wspólnotę Kościoła według swoich możliwości (por. KKK 2043).

Dlatego jest wielce niesprawiedliwe mówienie o pieniądzach Kościoła w oderwaniu całego kontekstu działań i misji kościelnych. Ale zdaje się, że najczęściej temat ten podejmują ci, którzy nigdy nic nie dają, a żywią zadziwiającą, wręcz zazdrosną i piekielną chęć przeliczania tych pieniędzy.

To nic zgoła nowego. „Gorliwi specjaliści” od robienia rachunku sumienia Kościołowi czy kapłanom Kościoła, a zarazem jego moralni inkwizytorzy, tonący często w swoim własnym bagnie moralnym, byli przy nim czujnie obecni od samego początku. Nie można się temu dziwić. Nie ma też nic odkrywczego w tym, że tam, gdzie są duże pieniądze, tam pojawiają się również ludzie mali, niegodziwi i chciwi. Nie brakuje i takich w Kościele od samego początku, a zaczynając od grona dwunastu Apostołów. Nie brakuje ich także dzisiaj.

Usprawiedliwianie swojego dystansu do Kościoła, zdefraudowanymi przez niegodziwców pieniędzmi, jest zwyczajnie niesprawiedliwe. Mniejszością, marginesem, nigdy nie charakteryzuje się większości. To przecież oczywiste, że jeśli w jakiejś rodzinie jest pijak, nie oznacza, że wszyscy tacy są. A jeśli jest złodziej, że wszyscy kradną; jeśli jakiś morderca, że wszyscy podobnie mordują. A jeśli zetknęliśmy się z jednym złym stróżem prawa, nie oznacza, że wszyscy są podobnie źli, itd. Długo można ciągnąć ten wątek. Trzeba mieć złą wolę, aby tego nie chcieć zrozumieć dla ogromnej skali wszystkich działań Kościoła i tych przypadków, kiedy jakiś niegodziwiec po prostu kradnie.

Gdybyśmy mieli polegać tylko na tym, co negatywne u członków Kościoła, szybko uległaby zachwianiu nasza wiara. Dlatego tak ważna jest nasza intencja z jaką czynimy nie tylko wielkie, ale i najmniejsze dobro. Z jaką intencją przekazujemy ciężko zapracowany pieniądz patrząc w Boga, że to Jemu przede wszystkim dajemy. „Lepsza jest modlitwa ze szczerością i miłosierdzie ze sprawiedliwością aniżeli bogactwo z nieprawością. Lepiej jest dawać jałmużnę, aniżeli gromadzić złoto. Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem„. (Tb 12, 8-9)

Jeśli dajemy patrząc na konkretnego księdza, mamy zasługę opartą na względach ludzkich. Jeśli dajemy patrząc na Pana Boga, mamy zasługę opartą na względach boskich. Skala bez porównania. Każdy sam sobie niech wybierze.

Trzeba więc powiedzieć, w pewnym podsumowaniu tego ostatniego przykazania, że jak w poprzednich stosunkowo łatwo było wskazać, i to nawet dość konkretnie, jakby pewne stopnie zaangażowania, tak w tym ostatnim jest pewna trudność. Polega ona na tym, że miarą tutaj jest nasze serce a w nim miłość do Kościoła, jako Mistycznego Ciała Chrystusa, a nie zasobność portfela lub wielkość przekazywanych sum pieniężnych. W ludzkim sercu ukrywa się miara ofiary duchowej i miara ofiary materialnej.

Pan Bóg patrzy jak wrzucamy do tej boskiej skarbony nasze modlitwy, cierpienia i umartwienia oraz czyny pokutne. Patrzy jak wrzucamy „całe to nasze utrzymanie” albo resztki tego, co nam zbywa. Czy robimy to na pokaz, czy w ukryciu? – bo i to ma znaczenie. A tutaj, już tylko sumienie nam może podpowiedzieć czy to nasze minimum czy maksimum, czy taki tam sobie „środek” tego wszystkiego…

Dodaj do zakładek Link.

Jeden komentarz

  1. Ciekawe odniesienie ta szkolna skala ocen, ale nie jestem pewna, czy tak śmiałabym oceniać swoje praktyki religijne. Mimo wszystko daje do myślenia.

Dodaj komentarz