1. BÓG JEST Z NAMI
„Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwą imię Jego Emmanuel” (Iz. VII, H).
Co znaczy Emmanuel? Emmanuel, wyraz hebrajski, oznacza Bóg z nami, czyli Emmanuel to Bóg z ludźmi, Bóg z człowiekiem.
Jak we Wcieleniu Bóg przyszedł na ziemię, by odbyć tu swój okres trzydziestotrzyletniej pracy, zakończonej śmiercią na krzyżu dla naszego zbawienia, tak przez swe przyjście eucharystyczne do ludzi i do każdego człowieka Bóg chce przebywać z synami człowieczymi do końca istnienia naszej ziemi, aż dopóki nie zaćmi się słońce, nie ściemnieje księżyc, a gwiazdy nie zaczną spadać i gasnąć. Wtedy nastąpi drugie przyjście Syna Bożego w chwale i majestacie, przyjście jawne, aż nadto widoczne dla wszystkich ludzi, przyjście kończące wszystkie sprawy naszej ziemi, gdy niebiosa ,,z wielkim szumem przeminą” (II Piotr, III, 10) i przestaną istnieć.
Jakże ciche, spokojne, skromne jest przyjście eucharystyczne, podobne zresztą do pierwszego. Tam była uboga stajenka, żłobek i białe pieluszki, tu mały domek, tabernakulum, w nim puszka, w wielu uboższych kościołach srebrna a tylko wewnątrz wyzłacana lub nawet ze szkła. To są analogie przebywania. A jaka jest analogia przyjścia? Wtedy — na słowo Ojca, teraz, według słowa Boga Syna, Chrystus przybywa na ziemię, ażeby być z ludźmi.
Wszystko przysposobiono tak, by Chrystus mógł przebywać ze wszystkimi i z każdym z osobna, w kościołach obok nich i w Komunii św. w każdym z nas. ,,Co jest, com więcej miał czynić w winnicy mojej, a nie uczyniłem jej” (Iz. V, 4) skarży się Chrystus słowami proroka. A jednak ludzie dostatecznie nie rozumieją tej wielkiej prawdy, tego druzgocącego i przygniatającego swym ogromem prawdziwością i odpowiedzialnością faktu, że Bóg jest z nami.
Jeżeli nawet rozumieją, to czy są z Nim w takim zbliżeniu, jak On na to zasługuje, jak jest tego godzien, jak my tego dla naszego ratunku potrzebujemy i jak fakty i rozum nam to nakazują.
Bóg jest z nami wśród niebezpieczeństw, przepaści, trzęsawisk i zasadzek dróg tego świata, ażeby nas ratować, pocieszać, leczyć i wzmocnić, a przede wszystkim, by zaprowadzić do szczęśliwej wieczności; a my nie jesteśmy z Bogiem: myśli nasze, marzenia nasze, ciała nasze i stopy nasze zwracają się gdzie indziej. A tymczasem On blisko dwa tysiące lat jest wśród nas na ziemi.
Bóg to przewidział i dlatego jak dobry pasterz, jak matka zabiega dziecku drogę, gdy ono stawia nóżkę na krawędzi przepaści, aby je unieść, tak i Jezus w czasie swego przebywania historycznego na ziemi, w kilku niezwykłych sytuacjach wyjaśnił nam prawdę swej obecności eucharystycznej na ziemi i potrzebę korzystania z niej.
Chrystus użył w tym celu porównań. Porównał siebie do trzech rzeczy dla nas najpotrzebniejszych na ziemi. Są nimi: światło, woda i chleb. Otóż Chrystus mówi: „Jam jest światłość świata, kto idzie za mną, nie chodzi w ciemnościach, ale będzie miał światłość żywota” (J. VIII, 12); „Kto jednak napije się wody, którą ja mu dam, nigdy nie uczuje pragnienia” (J. IV, 13) i „Jam: jest chleb żywy, który z nieba zstąpił, jeśliby kto pożywał tego chleba, żyć będzie na wieki” (J. VI 51).
Rozważmy te trzy elementy porównań idąc w porządku chronologicznym a zarazem i rzeczowym.
a) Pierwszym elementem jest światłość, bez której nic pożytecznego uczynić nie można. I dlatego już na początku swej publicznej działalności Jezus mówi Nikodemowi o światłości.
Nikodem, jeden z członków Najwyższej Rady, był w sprawach duchowych zupełnym ignorantem, jakkolwiek człowiekiem dobrej wiary i woli. Oto główne momenty jego rozmowy z Chrystusem.
Późny wieczór, prawic noc. Z bojaźni, by nie zauważyli go Żydzi, Nikodem przybywa o tej porze. Jezus po kilku już słowach dochodzi do najważniejszego tematu i mówi: „…jeśli się kto nie narodzi na nowo…” Nikodem ze zdumieniem pyta: „Jakże się może narodzić człowiek, gdy jest już starcem? Czyż może wnijść powtórnie do łona matki swojej i znów się narodzić?” (J. III, 3. 4). „Zaprawdę powiadam tobie, jeśli kto się nie odrodzi z wody i Ducha Świętego, nie może wnijść do Królestwa Bożego”. „Kto wierzy weń, nie jest sądzony, a kto nie wierzy, już jest osądzony”. A wyrok na tym polega, że światłość przyszła na świat, ale ludzie umiłowali bardziej ciemności niż światłość, bo były złe ich uczynki” (J. III, 5. 18. 19). — Tak odpowiedział Jezus.
Pierwszym, warunkiem jest światłość. Trzeba przebywać w światłości, by orientować się w świecie i móc żyć. Takim warunkiem życia duszy jest Chrzest święty. Bez niego nie ma laski uświęcającej i nie ma życia nadprzyrodzonego.
b) Drugim elementem analogii użytej przez Chrystusa jest woda.
Pascha pierwszego roku publicznej działalności Chrystusa się skończyła, gdy On wracał z Jerozolimy do Galilei przez Samarię. Było lato. Zmęczony podróżą usiadł przy studni Jakubowej, która znajdowała się obok drogi, uczniowie zaś poszli do miasta Samarii, by kupić żywności. Gdy nadeszła niewiasta Samarytanka, by czerpać wodę, Jezus rzekł jej: „Daj mi pić” — „Jakże ty będąc Żydem — odpowiedziała Samarytanka — możesz prosić o wodę mnie, niewiastę samarytańską?” Żydzi bowiem nie przestawali z Samarytanami. „Gdybyś zna a dar Boży — odpowiedział Jezus — i kim jest ten, kto mówi: Daj pić, zapewne prosiłabyś go, aby dał ci wody żywej… Każdy, kto pije tę wodę, którą ja mu dam, nigdy nie uczuje pragnienia. Ale woda, którą ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu” — „Panie — rzekła niewiasta — daj mi tej wody, abym nie odczuwała pragnienia, ani tu czerpać przychodziła” (J. IV, 1—15).
Jezus po wzbudzeniu pragnienia wody żywej wstrząsa sumieniem Samarytanki wypominając jej życie niemoralne: „Zawołaj męża” i na odpowiedź, że nie posiada męża, stwierdza „dobrześ powiedziała, bo pięciu mężów miałaś, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem: toś dobrze powiedziała”. Niewiasta nie zaprzeczyła, tylko przyznała się do grzechu, za który Mojżesz kazał takie kamienować i rzekła: „Panie,
widzę, żeś prorokiem” (J. IV, 16—19).
Woda, którą Chrystus obiecuje dać w obfitości, to łaska którą On daje z siedmiorakiego źródła sakramentów; dźwigają one człowieka z jego dolegliwości w różnych chwilach życia, tak że nigdy nie odczuje pragnienia i doprowadzą do żywota wiecznego. W chwili aktualnej Samarytanka potrzebuje Pokuty jako wody żywej dla obmycia swych grzechów, i tę łaskę daje jej Jezus.
c) Ale oto trzeci moment. Na puszczy daleko za Morzem Galilejskim oddalona od domów i miast przebywa wielotysięczna rzesza ludzi. Pragnie słowa Bożego i pragnie chleba, gdyż jest głodna. Chrystus zaspokaja pragnienia tej chwili: daje słowo Boże, karmi ją Chlebem ale pragnąłby dać jej jeszcze i siebie samego, swą moc, siłę, świętość i szczęście. Dać w tej postaci, w jakiej. uważa to za możliwe. W postaci ciała swego. Chce karmić rzeszę, jak matka dziecko karmi mlekiem swoim więc cząstką organizmu swego. Ale tego właśnie daru ludzie nie zrozumieli, im bardziej byli uczeni, Lud prosty i apostołowie – rybacy pojęli Chrystusa, faryzeusze nie zrozumieli. Spełniły się słowa Chrystusa: „Wysławiam Cię Ojcze… iżeś te rzeczy zakrył przed mądrymi… a objawiłeś je maluczkim” (Mt. XI, 25).
Chleb żywota prawdziwy i jedyny Chleb zapewniający życie, szczęście i nieśmiertelność przez wielu nie został zrozumiany i przyjęty!
Przyjęli Go jednak apostołowie i przejęli wszyscy, którzy należeli i dziś należą do Kościoła Bożego. W ten sposób Chrystus wyjaśnił potrzebę swego przebywania wśród ludzi w czasie ich ziemskiego życia i drogę, która do tego prowadzi. Bez Chrztu nie można myśleć o Eucharystii, co wytłumaczył w rozmowie z Nikodemem. Uzyskaną łaskę na Chrzcie św., ludzie często tracą przez grzech śmiertelny; wskazuje na to rozmowa z Samarytanką: woda żywa, to łaska uświęcająca; w wypadku grzechów Samarytanki nie można jej uzyskać inaczej jak przez pokutę.
Dopiero te przygotowania prowadzą do źródła wszelkiej łaski — Eucharystii, czyli największego Sakramentu. Chrystus tłumaczy potrzebę jej po cudownym rozmnożeniu chleba w obietnicy danej tłumom, a ustanawia Eucharystię w wieczerniku w przeddzień swej męki.
2. EMMANUEL — BÓG JEST Z KAŻDYM CZŁOWIEKIEM Z OSOBNA
Chrystus przyszedł na świat dla ludzi jak i dla każdego pojedynczego człowieka; przyszedł z rozporządzenia Ojca jako Odkupiciel, Zbawca, jako Przedwieczny ,,Logos”, który myśl i „mądrość” Ojca Przedwiecznego przyniósł na ten świat ludziom i zawarł z nimi nowe przymierze we krwi swojej. Przyszedł, ażeby wskrzesić nowe życie po potopie, który sprowadził na ziemię grzech pierworodny. Narodził się, cierpiał, umarł jako człowiek, nauczał jako prorok i kapłan, a po zmartwychwstaniu odchodząc do nieba jako król założył tu na ziemi swoje duchowe królestwo — Kościół. Apostołom zaś jako przedstawicielom Kościoła dał obietnicę: „Oto ja jestem z wami aż do skończenia świata” (Mt. XXVIII, 20).
To wszystko uczynił jako Jezus. Zbawiciel, Chrystus (namaszczony), Mesjasz (posłany). A co zostawił każdemu człowiekowi z osobna? Wszak człowiek, dziecko Boże, nawet jako dorosły jest podobny do dziecka, które potrzebuje, by ten kto się nim opiekuje, zajął się nim osobiście, nie tylko łącznie ze wszystkimi ale i poszczególnie, A jest kim i czym się zająć. Każdy, nawet najskromniejszy człowiek, posiada w życiu wiele trudności, wiele słabości i niedomagań w sobie a niemniej odnajduje dookoła siebie grożących mu niebezpieczeństw. Na te nasze potrzeby Chrystus znalazł środek, Chrystus jako Emmanuel, co znaczy Bóg z nami.
Bóg z nami i Bóg z każdym z osobna jako Bóg ukryty, Bóg niewidzialny. A dlaczego tylko niewidzialny? Gdyby był widzialny, Jego moc i potęga, widzialna obecność, nie tylko by nas obezwładniły, ale i podporządkowały, a zarazem uczyniły szczęśliwymi, człowiek straciłby działanie według własnej woli, nie grzeszyłby, ale czułby się szczęśliwy i bezpieczny jak w niebie. Ziemia zamieniłaby się w niebo. Tak jednak być nie może. Po grzechu pierworodnym zadośćuczynienie musi przyjść. Tym zadośćuczynieniem są nasze trudy, bóle i pokuta w tym życiu. Dopiero po takiej ekspiacji człowiek może wejść do przybytków niebieskich. Taki jest Boży plan i nic go odmienić nie może.
Ponieważ Chrystus jest miłośnikiem każdej pojedynczej duszy, nawet najbardziej zabłąkanej i zagubionej, dlatego gotów jest opuścić niebieski przybytek, by iść choćby w innej postaci znowu na ziemię i czynić dobrze: zagubioną owieczkę przynieść do owczarni, syna marnotrawnego powrócić do domu ojca, dla człowieka złupionego przez zbójców okazać się miłosiernym Samarytaninem, dla ludzi obciążonych znojem pracy być niebieską ochłodą, dla głodnych być Chlebem z nieba, dla spragnionych być wodą żywą, dla grzeszników być źródłem odrodzenia, a dla wszystkich być światłem ich dusz, czyli światłością świata.
To wszystko przyniósł Jezus jako Emmanuel, to znaczy Bóg z nami, przyniósł Syn Boży, gdy od chwili uczty w wieczerniku już stale przychodzi na ziemię niewidzialny, ale niemniej rzeczywisty, żywy, potężny a nade wszystko dobry, kochający i miłosierny. Toteż:
a) Niewiasta – Samarytanka, obciążona pracą, przychodzi co dzień do studni, leżącej już poza miastem i prosi: „Panie, daj mi tej wody, abym nie odczuwała pragnienia, ani tu czerpać przychodziła”. Dziś tysiące ludzi, obciążonych pracą, wychodzi niekiedy codziennie poza miejsce swych zajęć, by zaczerpnąć w Komunii św. wody żywej, „wytryskującej ku żywotowi wiecznemu”.
b) Tłumy nakarmione na puszczy wołają: „Panie, daj nam zawsze tego chleba”. Apostołowie po Komunii św. przyjętej na Ostatniej Wieczerzy wyznają: „Oto teraz jawnie do nas mówisz, teraz wszystko rozumiemy”. Takie rozeznanie daje Komunia święta.
c) Nikodem ukrywający się pod osłoną nocy w czasie pierwszej rozmowy z Panem Jezusem, przybywa razem z Józefem z Arymatei pod krzyż, by jawnie zdjąć ciało Chrystusa, a Gamaliel, członek Sanhedrynu, odważnie broni apostołów przed Radą Najwyższą: Jeżeli ta rzecz „z Boga jest, nie zdołacie jej zniweczyć” (Dz. Ap. V, 39).
Zwykli ludzie obciążeni grzechami, omyci wodą Chrztu św. a potem oczyszczeni Sakramentem Pokuty, służą Bogu coraz gorliwiej, co dzień chodząc po wodę żywą, rozumieją już wszystko, co Jezus do nich mówi; początkowo wstydząc się jak Nikodem, służą potem sprawie Bożej, nie obawiając się o siebie. To są wszystko skutki, działania Jezusa Chrystusa Zbawiciela, Boga ukrytego Boga z nami — Emmanuela.
Światłość, woda, chleb dają odrodzenie. Są symbolami, a niekiedy i środkami, przy pomocy, których Chrystus zbliża się i wchodzi do naszej duszy lub inaczej mówiąc: my powoli zmieniamy się w Chrystusa- przemieniamy w Niego, jak wskazuje łaciński wyraz „christificatio”. Wszystko to okazuje się w jednym celu: Bóg chce pozostawać z nami, chce mieszkać z nami, chce przebywać z nami teraz na ziemi, by kiedyś zapewnić nam wieczność.
3. MY POWINNIŚMY BYĆ Z JEZUSEM
„Zostań z nami” (Łk. XXIV, 29).
Gdy rozważamy hasło Emmanuel, tj. Bóg z nami, nie od strony Boga, lecz od strony człowieka, to wypadnie zastanowić się nie nad Chrystusowym wezwaniem: „Umiłowaniem moim jest przebywanie z synami człowieczymi” ale nad wołaniem duszy ludzkiej: Panie, zostań z nami!
Kilka sytuacji opisuje nam Pismo św., w których człowiek zbliżywszy się do Boga chciałby Go przy sobie zatrzymać. Rozpatrzmy je w porządku chronologicznym.
a) Samarytanie uwierzyli w Jezusa, Gdy w rozmowie z Samarytanką odkrył On jej grzeszną przeszłość. Samarytanie zawiadomieni o tym, nazwali Go prorokiem, „przyszli do Niego i prosili Go, aby tam został” (J. IV, 40). Była to jednak zbyt przelotna chęć posiadania Jezusa, nie oparta na bliższym Jego poznaniu. Pan Jezus po dwóch dniach odszedł od nich. A potem ze względów plemiennych, dziś powiedziano by nacjonalistycznych, prześladowano Go.
b) Głębsze pragnienie przebywania z Jezusem okazują apostołowie, gdy Pan Jezus po zapowiedzi swej śmierci, chcąc wzmocnić ich wiarę, przemienił się przed nimi. Piotr widząc Chrystusa w przemienionym i przebóstwionym ciele zawołał: „Nauczycielu, dobrze nam tu być” (Łk. IX, 33) i chciał uczynić tam namiot, by z Chrystusem zawsze pozostać. Pismo św. dodaje, że nie wiedział, co mówił, czyli mówił pod wpływem pierwszego uniesienia, nie rozważywszy dokładnie, że to nie jest możliwe.
c) I jeszcze jedno pragnienie godne uwagi. Gdy Pan Jezus zmartwychwstał, apostołowie nie byli przekonani o prawdziwości tego faktu i oto Pan Jezus ukazuje się jako podróżny dwom uczniom idącym do Emaus. Nie wierzą oni w cud zmartwychwstania. Dopiero pod wpływem Jego nauk powoli otwierają się ich oczy: „I przymusili Go mówiąc: Zostań z nami… ,,A gdy zasiadł z nimi przy stole, błogosławił i łamał, otworzyły im się oczy i poznali Go…” Czy tu było spożywanie Eucharystii na pewno nie wiemy, widzimy jednak, że pod wpływem nauk Pana Jezusa zapragnęli z Nim pozostać, zatrzymali Go, a po łamaniu poznali i mówili, gdy znikł: „Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił w drodze” (Łk. XIV, 32).
Różne okoliczności budzą w duszach ludzkich pragnienie dłuższego pozostania z Chrystusem, jak np.: posłyszane Jego nauki: w czasie rekolekcyj lub kazania albo przyjęcie Komunii św. Różne są przygotowania, różne pragnienia i różne skutki Sakramentu Eucharystii. Poczynając od materialnego przyjęcia, które teologia nazywa „Sacramentum”, aż do pełnego duchowego zjednoczenia ze wszystkimi jego skutkami, co nazwano „res et Sacramentum”.
A pomiędzy jednym i drugim ileż gradacji, ile stopni. Przypominają to słowa hymnu „Lauda Sion”: „Zły pożywa i niewinny, ale w każdym skutek inny: wieczna śmierć lub życie nowe”. — Nie trzeba jednak szukać tak wielkich przeciwieństw. Zamiast złej Komunii św. może być tylko obojętna, tj. „Sacramentum”, i najlepsza ze wszystkimi przysługującymi jej skutkami „res et Sacramentum”. Obie są godziwe, tylko w skutkach różne.
Tam przyjmuje się ze zwyczaju po pewnym przygotowaniu, które nie jest grzeszne, tu z całym zrozumieniem, pietyzmem, zapałem i pragnieniem. Tak zapewne przyjmowali Komunię św.: Matka Najświętsza, św. Jan i inni Apostołowie, wybrani i święci Pańscy. Dla nich, jak nauczał Skarga, każde przyjmowanie Komunii św. było dziękczynieniem za poprzednią, a każde dziękczynienie było przygotowaniem do następnej.
Od stopnia wartości i sposobu przyjmowania Komunii św. zależy nasze życie wewnętrzne, nasze współżycie z Panem Jezusem, a nade wszystko Jego życie i działalność w nas, nasza chrystyfikacja, czyli powolne przeobrażanie się nasze w Chrystusa.
Myśl teologiczna sięga tu niezwykle wysoko. Oto życie wieczne będzie życiem przebóstwionym, prowadzonym razem z naszym Bogiem i Panem Jezusem Chrystusem. Dla wielu będzie ono nie raptownym przejściem, lecz realizować się będzie powoli już tu na ziemi, jako przystosowanie człowieka do życia niebieskiego, jako nieprzerwana chrystyfikacja. Wyrazem tych stanów są modlitwy Świętych, po przyjęciu Eucharystii, gdy przeżywali w sposób niezwykły dla nas, ale pospolity dla nich, akt uwielbienia. Warto poznać niektóre z nich, by wydostać się choćby na najniższe stopnie tej drabiny Jakubowej, której początkiem jest kościół, jako miejsce święte (namaszczony przez Jakuba kamień, na którym on spal i który nazwał Betel, tj. dom Boży), a koniec ukrywa się gdzieś w mgławicy niebieskich promieni, jakie wypływają od tronu Boga Przedwiecznego.
Jak wiele jest poziomów życia wewnętrznego, tak wiele też i odpowiadających im aktów, którymi dusza uszczęśliwiona obecnością Chrystusa wita Go i wielbi. Na przykład modlitwy św. Tomasza są rozumowe, filozoficznie ułożone z dobrym podziałem myśli, św. Bonawentury — pełne wzniosłych uczuć i dążeń; podobnie jak św. Ignacego Loyoli, św. Franciszka Ksawerego, Tomasza à Kempis i wielu innych.
Podany poniżej akt adoracyjny (uczuciowy), napisany przez Odyńca (kolega i przyjaciel Mickiewicza), wyjęty jest z jego dramatu: „Felicyta”. Felicyta, córka pogańskiego arcykapłana, została przed chwilą, po uprzednim długim przygotowaniu, ochrzczona i znajduje się w więzieniu oczekując męczeńskiej śmierci. (trzeba dodać, że po Chrzcie świętym w pierwszych wiekach udzielano bezpośrednio Komunii św.) Dusza jej oczyszczona od grzechu pierworodnego, napełniona łaską uświęcającą, unosi się ku Bogu w szeregu aktów, wśród których można wyodrębnić:
Akt wiary: O Jezu mój… Dusza się moja chyli przed Tobą, jak kwiat przed słońcem.
Akt uwielbienia: W sobie, nad sobą… czuję Cię, Panie… jak Ojca, który niebo odmyka i woła.
Akt miłości: O Panie, czyż mi dość siły stanie ukochać Ciebie…
Akt pokory: Za cóż mi, Panie, płacisz tak drogo…
Akt ofiary i radości: Z czegóż Ci Panie złożę ofiarę…
A oto cały akt adoracyjny Felicyty:
O Jezu mój! o Boże mój!
O Zbawicielu! o Panie!
Ty żeś to ze mną? Duch-że to Twój
Tej niewymownej pociechy zdrój
Tchnie w serce moje? Twejże to łaski
Cudowne, blaski,
Jakby już nieba świtanie,
Wschodzą w mej duszy? — Boże, mój Boże!
Dusza ich moja objąć nie może,
Dusza się moja chyli przed Tobą,
Jak kwiat przed słońcem — W sobie, nad sobą,
Około siebie — wszędzie, ach! wszędzie
Czuję Cię, Panie, nie jako sędzię,
Ach! nie! jak Ojca, jak Przewodnika,
Co błogosławi mnie, i odmyka
Niebo i woła na mnie. — O Panie,
Czyż mi dość serca, dość siły stanie,
Ukochać Ciebie, uwielbić Ciebie,
Jakbym tu chciała: jak chyba w niebie
Szczęśliwe duchy i chcą i mogą? —
Za cóż mi Panie, płacisz tak drogo?
Cóżem Ci dała, com poświęciła? —
Grzechy i boleść, co mię tłoczyła,
A Ty mi Panie! łaską za grzechy,
Za boleść płacisz morzem pociechy:
Za łzy rozpaczy, w chrzestnym Twym zdroju,
Wlałeś w mą duszę źródło pokoju.
Skąd ta nie moja śmiałość w mej duszy?
Z czegóż, Ci Panie złożę ofiarę,
Z czego zasługę? — gdy nie przez wiarę,
Nie przez ufanie, lecz wszystko prawie
Czuję, pojmuję, widzę na jawie.
I marność ziemi, i lichość moją,
I Wielkość Twoją, i chwałę Twoją.
Gdzież jest? — gdzie może być w tej zamianie
Zasługa moja: gdy Ci nic Panie
Dać z siebie nic mam, a wszystko biorę?
Odyniec „Felicyta” — Akt III, sc. V

Auctoritate Ordinarii Posnaniensis die 26 Octobris 1955 a





