4. POKUTA

Udostępnij:

VI. ODPUSTY

1. Zastępcze cierpienia i Świętych Obcowanie
2. Zakończenie formuły rozgrzeszenia, modlitwa: „Passio Domini
3. Pokuta jako rzecz codzienna

1. Zastępcze cierpienia i Świętych Obcowanie.
Odpusty należą do zagadnień, które nie dają się traktować oddzielnie. Są one pewną częścią pokuty i stają się zrozumiałe dopiero po dokładnym zaznajomieniu się Z całym zagadnieniem Sakramentu Pokuty.
Pokuta została już w niniejszej pracy omówiona. Obecnie wystarczy wybrać z nauki o niej niektóre fakty, a na ich tle stanie się zrozumiała nauka o odpustach.

Rozważmy najpierw odpust z punktu widzenia teologii dogmatycznej.
Chrystus samą tylko śmiercią swoją mógł jako Bóg-Człowiek odkupić świat od grzechu pierworodnego, a jednak zgodził się na cierpienia: „Cierpiał, iż sam chciał” (Iz. 53, 7). Te cierpienia nie były dlań lekkie, gdyż był i człowiekiem: Ojcze, jeżeli można odejmij ode mnie ten kielich. Wszakże nie jako ja chcę, ale jako Ty”. Ze słów tych widać, że Chrystus nie umniejszył sobie męki dla swego ciała i swej ludzkiej natury. Zapytamy: Dlaczego? Wszak Odkupienie i tak by się dokonało. Z miłości ku ludziom Chrystus chciał im dać jeszcze więcej, chciał zostawić dla nich jakieś dziedzictwo, jakiś skarbiec zasług, z którego w razie potrzeby za zezwoleniem Kościoła mogliby czerpać. Oparł się w tym przypadku już nie na zasadach sprawiedliwości lecz na miłości dającego dla biorących. Takie rozumienie zastępczego cierpienia i zastępczych zasług powoli wyrabiało się w Kościele Chrystusowym.

Oto św. Paweł po kilkuletniej ciężkiej pracy w Koryncie, tym drugim na terenie pierwotnego Kościoła po Antiochii Syryjskiej, wielce grzesznym i zepsutym mieście, czuje jednak do niego przywiązanie i wprost miłość, jak matka do dziecięcia, które stało się synem marnotrawnym, ale które ją wiele kosztowało. Mnisi wyłączyć z Kościoła kazirodcę, jak widać z pierwszego listu do Koryntian, a w drugim liście do tychże Koryntian wyraża radość, że może go przyjąć z powrotem po dopełnieniu pokuty i poprawie życia. Jaki św. Paweł brał tu osobisty udział, widać z listu do Kolosan, który posiada szerszy zakres niż jego adres: „I oto teraz raduję się w cierpieniach za was i dopełniam na ciele własnym tego, czego nie dostaje cierpieniom Chrystusowym. Za ciało Jego, którym jest Kościół…” (Kol. I, 24, 25)
Św. Paweł pokutuje więc za niedostatki w pokucie nawróconych przez siebie chrześcijan.
Św. Cyprian Kartagiński sam ofiarowuje swoje cierpienia i przyjmuje na piśmie od podobnych sobie męczenników ofiary cierpień i śmierci (libelli martyrum), złożone na korzyść tych, którzy upadli w czasie prześladowań (lapsi).
Św. Justyna ofiarowuje swe modły, udręczenia duszy i pokuty za Cypriana a św. Monika wiele lat swego pokutnego życia oddaje Bogu, by syn jej Augustyn się nawrócił.

Powyższe fakty są przykładem zastosowania do pokuty dogmatu Świętych Obcowania. Święci w niebie, chrześcijanie na ziemi i dusze znajdujące się w czyśćcu stanowią jedno wielkie ciało Kościoła( w którym jeden za drugiego może nie tylko się modlić, ale ofiarowywać zasługi i cierpienia według zalecenia Apostoła: „Jeden drugiego ciężary noście” (Gal. VI, 2). Dostarcza to przekonywających dowodów dla zrozumienia zasady odpustów.
Grzesznik wyspowiadał się, otrzymał pokutę i wypełnił ją. Czy może być już spokojny i pewny przyjęcia do Królestwa Niebieskiego w razie natychmiastowej śmierci? Opierając się na nauce religii katolickiej trzeba powiedzieć, że takiej pewności mieć nie może, a to dlatego, że chociaż zostały mu odpuszczone winy i kara wieczna w życiu przyszłym, ale kary doczesne po odprawieniu modlitewnej pokuty, wyznaczonej przez kapłana, pozostają jaszcze w dużej części do odcierpienia tu na ziemi lub w czyśćcu. Jeżeli zapytamy, dlaczego tak jest, odpowiedź może być następująca:
Wszystko, co nam na spowiedzi zostało odpuszczone, odpuścił Bóg przez swoje miłosierdzie i miłość dla nas, zresztą ani wina ani kara wieczna nie w naszej są mocy. Lecz kara doczesna, odpokutowana tu lub w życiu przyszłym, w czyśćcu, jest w zasięgu naszego działania. Bóg jako najwyższa Sprawiedliwość, a zarazem jako dobry Pedagog chce, by człowiek sam czynił dla swego ratunku to, co jest w jego mocy, lub by inny członek Kościoła chciał mu z miłości w tym pomóc.

Kapłani przynosili św. Cyprianowi „libelli martyrum”, a on na ich podstawie dopuszczał grzeszników do pokuty lub ją zmniejszał. Oto historyczny przykład, a zarazem wyjaśnienie zasady odpustów. Należy tylko wskazać na tę różnicę, że św. Cyprian udzielał odpustów na podstawie „libelli” dostarczonych przez kapłanów jego diecezji, a dziś Kościół posługuje się już nie zapisanymi na pergaminie, lecz niewątpliwie istniejącymi i znanymi Bogu zasługami Chrystusa, Najśw. Maryi Panny, męczenników i świętych Pańskich wszystkich wieków historii Kościoła.

Można więc określić odpusty w ten sposób: odpust jest to ważne wobec Boga odpuszczenie kar doczesnych poza Sakramentem Pokuty, dokonane przez Kościół dzięki „władzy kluczy”.

Obok odpustów istnieją jeszcze inne środki dla odpuszczenia kary doczesnej, o których obecnie nie mówimy, a mianowicie:
1. cierpienia własne w tym życiu,
2. umartwienia dobrowolnie nałożone na siebie,
3. dobre uczynki,
4. modlitwy.

Jaka jest między nimi a odpustami różnica?
Święty Cyprian bardziej ceni te cztery wymienione wyżej dzieła, uważając je za dzieła pracy osobistej, podczas gdy poprzez uzyskane odpusty korzystamy z pracy innych. Cztery wspomniane wyżej dzieła opierają się więcej na sprawiedliwości, gdy odpusty — na miłosierdziu.
Podana powyżej definicja w słowach „poza Sakramentem Pokuty” i „dzięki władzy kluczy” odróżnia zadośćuczynienie sakramentalne od zadośćuczynienia odpustów, wskazując, że tego ostatniego udzielają ci, którzy mają ,,prawo kluczy”, tj.: papież, sobór i biskupi, i że odpusty nie są aktem sakramentalnym, lecz aktem rządzenia (jurisdictionis).

Sakrament Pokuty odpuszcza winę, karę wieczną i tylko część kary doczesnej, a grzesznik może się znajdować w takiej sytuacji, że kary doczesne są dla niego wielkim ciężarem, np. gdy umiera, a jeszcze nie odpokutował za grzechy; gdy jako upadły odstępca chciałby jak najprędzej powrócić do Kościoła; gdy korzysta z osobistych praktyk pokutnych, lecz nie ma pewności, czy dobrze je pełni; gdy jest bardzo słaby fizycznie a szczególnie nerwowo i trudno mu praktykować powyżej wskazane środki, — wtedy odpusty mogą być skutecznym uzupełnieniem jego starań pokutnych.
Odpusty bywają zupełne jak np.: jubileuszowe, drogi krzyżowej, w godzinę śmierci, odpusty ołtarza uprzywilejowanego, albo częściowe — jak odpust 7 lat, 100 lub 40 dni. (Oznacza to, że takiej części kary pokutnej pierwszych wieków odpust odpowiada).

Dla uzyskania odpustu potrzebne jest należyte przygotowanie:

  • trzeba mieć odpowiednią intencję,
  • być w stanie łaski,
  • dopełnić przepisanych warunków
  • mieć skruchę za swe grzechy (wyrzec się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet lekkiego – warto to sobie uświadomić – zwłaszcza nałogowcom)

2. Zakończenie formuły rozgrzeszenia modlitwa Passio Domini…

Każdy z sakramentów posiada w rytuale odpowiednie dla siebie zakończenie. I tak Chrzest: ,,Idź w pokoju, a Pan niech będzie z Tobą”. W małżeństwie kapłan w końcowej modlitwie prosi: „...aby ci, co łączą się za sprawą Twoją, z Twą pomocą byli zachowani”. W Sakramencie Ostatniego Namaszczenia mówi kapłan na końcu: „Niech cię Bóg doprowadzi do szczęścia wiecznego”.

A jak jest w Sakramencie Pokuty, jakimi słowami żegna spowiednik po udzieleniu rozgrzeszenia penitenta? Ostatnią modlitwę spowiednika podaliśmy już wyżej: „Paissio Domini…Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa…” Dopóki żyjemy, pragniemy dążymy i walczymy: zdarzają się nam zwycięstwa, ale też i porażki, a nawet upadki. Nie ma człowieka bez grzechu. „Gdyby kto mówił, że grzechu nie ma sam siebie zwodzi i nie masz w nim prawdy”. Dlatego też każdy człowiek częściej lub rzadziej musi iść ku źródłom łaski, które Bóg rozdziela w Sakramencie Pokuty.

Ostatnia modlitwa spowiednika nad penitentem odchodzącym już od konfesjonału daje mu niezbędną naukę na drogę życia, toteż rozważymy ją szczegółowo.
Passio… Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa to całość łask Odkupienia, z którego pochodzą i wszystkie sakramenty.
Merita Beatae Mariae… Zasługi Najśw. Maryi Panny;… to jej cichość, pokora, ukrycie i cierpienia, to pomoc Jej, orędownictwo i opieka oraz ucieczka w ostatecznej potrzebie. Ona znalazła łaskę u Pana więc i nam może jej udzielić.
Merita omnium sanctorum… Zasługi wszystkich Świętych podobnych nam ludzi, którzy jednak tak potrafili kochać Boga i kierować swym życiem, że już są z Tym, który łaski rozdziela…
„Quidquid boni feceris… nasze własne prace i cierpienia, jakkolwiek są tylko drobnym pyłkiem wobec ogromu skarbów wartości niebieskich, są jednak nasze własne i one jedynie stanowią podstawę naszego dostania się do nieba, one zdecydują o naszej wartości wobec Boga, gdyż te rzeczy są zapracowane, a inne wyproszone. Trzeba mieć poza łaską pierwszą (patrz str. 92 i 93) jakąś wartość przed Bogiem zapracowaną, zdobytą mozołem, aby wyciągać rękę po tamte wartości darmo dawane. Wszak słowa Apostoła: „Jeżeli kto nie chce pracować, niech też i nie je” (II Tes. III, 10), odnoszą się nie tylko do życia ziemskiego.

Porządek więc dążenia grzesznika do Królestwa Bożego jest taki:
1. Bóg sam daje pierwszą łaskę: „Dziś jeżeli usłyszycie głos Pański, nie zatwardzajcie serc waszych”.
2. Grzesznik łaskę przyjmuje i zaczyna z nią współpracować („quidquid boni feceris”).
3. Bóg daje łaski dalsze i coraz obficiej („augmentum gratiae” — powiększenie łaski) człowiek sięga po odpusty („remissionem peccatorum” znaczy w tym przypadku: odpuszczenie kar doczesnych), uzyskuje życie wieczne razem z Bogiem („praemium vitae aeternae” — nagrodę życia wiecznego).

Modlitwa Passio Domini Nostri Jesu Christi pozwala nam rozwinąć jeszcze inny pogląd na Sakrament Pokuty, a mianowicie pogląd historyczny. Każdy z trzech czynników, które odgrywają decydującą rolę w sprawie naszego pojednania z Bogiem, czyli usprawiedliwienia, był w różnych czasach wysuwany na pierwsze miejsce. Oto w pierwszych wiekach wysuwano naprzód własne zasługi i cierpienia „cokolwiek złego przecierpiałeś”, to było najważniejsze: grzesznik musiał najpierw wypełnić pokutę, dopiero wtedy udzielano mu rozgrzeszenia. W średnich wiekach zwrócono pilną uwagę na stan wewnętrzny penitenta, na to, czy posiada on skruchę i jaką: gdyż żal nadprzyrodzony i doskonały, a więc pochodzący tylko z miłości ku Bogu, przebacza wszystkie grzechy nawet bez spowiedzi, gdyby ona nie była możliwa aktualnie, ale grzesznik miał wolę dokonania jej przy pierwszej możności.

Żal doskonały jest już właśnie jednym z owych dobrych czynów człowieka „quidquid boni feceris…”. W średnich wiekach była więc najważniejsza „contritio” tj. skrucha.
W czasach późniejszych na pierwszy plan wysunięto „Passio Domini Nostri Jesu Christi”, czyli czynnik nadprzyrodzony obiektywny: śmierć Chrystusa była źródłem wszelkiej laski i sakramentów, z niej pochodzi Sakrament Pokuty, od niej posiada swą moc rozgrzeszenie. Kiedy kapłan wyciągnie rękę nad penitentem, wtedy dzieją się z jednej strony cuda laski Bożej w duszy penitenta, a z drugiej cud mocy, którą Bóg udziela kapłanowi dla rozgrzeszenia. W jednej chwili następuje usprawiedliwienie i takie przeobrażenie penitenta, na jakie on zasługuje i do jakiego jest zdolny ze względu na swój czynnik subiektywny, to znaczy skruchę.
Czy powyższe wyjaśnienie historyczne zmienia w czymkolwiek praktykę lub stan dogmatyczny spowiedzi? W niczym: były i są zawsze potrzebne:
1. przygotowanie penitenta przez skruchę,
2. absolucja kapłańska,
3, wypełnienie pokuły przez penitenta.
Powyższe wyjaśnienia pozwalają Czytelnikowi głębiej wniknąć w istotę pokuty i zrozumieć, ile pracy wieków potrzeba było, by zbliżyć się do lepszego zrozumienia tego wielkiego depozytu, jaki nam pozostawił Chrystus w tajemnicy rozgrzeszenia.

3. Pokuta jako rzecz codzienna
Jeżeli człowiek pracuje nad sobą, często się spowiada i często przyjmuje Komunię św. to zdarza się, że do spowiedzi przynosi już tylko grzechy powszednie. Wtedy spowiednik pozwala mu zwykle na mniej częstą spowiedź, a zaleca natomiast częstą, a nawet codzienną praktykę Komunii św.
Na przykład ludzie starsi, którzy stale żyją z Bogiem, wyzbyli się żądz i namiętności, albo nawet i w młodości ich nie mieli, których pragnienia nieokreślone, grzeszne lub tylko niebezpieczne uciszyły się i wygasły, a w sercu zapanował zupełny pokój, PAX DEI, żyjąc jeszcze na ziemi mają przed oczyma duszy wizję nowego dnia bez wschodu i zachodu, jako zapowiedź wieczności. Cóż więc dziwnego, że spowiednik pozwala im spowiadać się raz na miesiąc, a nawet raz na parę miesięcy.

W podobnej sytuacji bywają ludzie w sile wieku, a nawet młodzi, którzy starają się żyć w stałej łączności z Bogiem i dlatego nie mają grzechów ciężkich.
Spowiedź jest środkiem doskonalenia się pod względem nadprzyrodzonym, ale również i przyrodzonym, przynosi ona bowiem ogromny pożytek człowiekowi wzmacniając jego wolę i charakter.
Postępowanie spowiednika można porównać do zachowania pedagoga w domu wychowawczym. I spowiednik i pedagog najpierw starają się wyrwać penitenta — wychowanka z dotychczasowego stanu grzechu śmiertelnego — złego wpływu otoczenia, następnie prowadzą go, kontrolując często i wspierając przez tygodniową spowiedź — codzienną inwigilację, a wreszcie pozostawiają go samowychowaniu: spowiedź kwartalna — wyjście z zakładu. Od tej chwili, jeżeli chodzi o stronę nadprzyrodzoną, właściwym kierownikiem dla penitenta jest sam Bóg.

Wydaje się słuszne, aby na zakończenie niniejszych rozważań o Sakramencie Pokuty przytoczyć parę przykładów. W dzienniku pewnego starszego mężczyzny, gorliwego chrześcijanina, który stanął na tym odcinku życia, o jakim wspomniano wyżej, czytamy następujące słowa:
Już nic, Panie, od życia ziemskiego nie oczekuję i nie spodziewam się więcej uzyskać niczego piękniejszego od tego, com zaznał. Tęskno mi do Ciebie! A jeżeli mnie trzymasz tu, to wiem, Panie, dlaczego to czynisz. Oto dlatego, bym jeszcze więcej spełnił za życia pokuty i więcej też uczynił dobrego.
Gdy chodzi o duszę moją, to mogę powiedzieć: Panie, gotowe jest serce moje, gotowe! Toteż oczekuję dnia Twego i chwili Twojej! Oczekuję, jak dojrzały owoc jabłoni, który przy większym poruszeniu gałęzi odpada od drzewa; jak skrzydlaty owoc dmuchawca, który przy silniejszym powiewie wiatru odlatuje w przestworza; jak kropelka wody w strumyku, którą unosi prąd razem z innymi kropelkami coraz dalej i dalej, przez rzeki i morza, aż do oceanu wieczności, którym jesteś Ty, o Panie, i Twe przyobiecane Królestwo Niebieskie”.
Są również ludzie, którzy nie tylko ze spokojem lub rezygnacją oczekują na śmierć, ale jej żarliwie pragną, a nawet pożądają.

Oto wyjątek z listu św. Ignacego, biskupa Antiochii (+107). Wiozą go do Rzymu, aby tam oddać na pożarcie lwom w cyrku w czasie igrzysk. „Skuty łańcuchami z dziesięcioma lampartami. tzn. z dziesięciu żołnierzami, którzy mnie pilnują, okazując się tym gorszymi im więcej dobrego im czynię”, jak sam o tym pisze w liście do Rzymian, był on wieziony przez szereg miast Małej Azji i Grecji, z Antiochii Syryskiej do Rzymu. List był pisany w drodze. Chrześcijanie chcą go wykupić, on jednak nie pragnie tego, owszem błaga, by tego nie robili i oto co pisze: Niech żadna z rzeczy widzialnych czy niewidzialnych nie usiłuje odebrać mi posiadania Jezusa Chrystusa! Niech ogień, krzyż, walka wręcz ze zwierzętami, rozczłonkowanie, rozdarcie, rozproszenie kości, zmiażdżenie członków, starcie całego ciała, niech najgorsze diabelskie męki na mnie spadną, bylebym tylko posiadał Jezusa Chrystusa!.. To Jego szukam, Jego, który za nas umarł, to Jego pragnę, Jego, który dla nas zmartwychwstał! Nadchodzi dla mnie godzina urodzin moich. Miejcie dla mnie litość, bracia, nie zagradzajcie mi drogi do życia, nie chciejcie mojej śmierci, nie wydawajcie mnie światu i nie zwódźcie ciałem mnie, który chce do Boga należeć. Dajcie mi wchłonąć czyste światło; gdy je dosięgnę, będę naprawdę człowiekiem. Pozwólcie mi naśladować mękę mojego Boga. Kto Go ma w sercu, niech zrozumie moje pragnienie, niech współczuje mojej udręce, albowiem ją zna… Miłość moja przybita jest do krzyża i zgasi we mnie ogień cielesnej pożądliwości. Płynie we mnie tylko woda żywa i mówi i odzywa się w sercu moim: „Pójdź do Ojca!” Nie znajduję już przyjemności w pożywieniu, które podlega zepsuciu, ani w rozkoszach życia tego. Pragnę Chleba Bożego, to znaczy Ciała Jezusa Chrystusa, tego, który pochodzi z pokolenia Dawidowego, a jako napoju pragnę Krwi Jego, to znaczy Miłości Nieskazitelnej”. (List do Rzymian V—VII).

Powyższy przykład jest wzięty z ognia walki; św. Ignacy stał już wobec niechybnej śmierci, gdy wieźli go w okowach do Rzymu. Nie miał już innej drogi przed sobą, jak wskazaną przez Chrystusa: pokuła i Królestwo Boże, czyli przez najcięższą pokutę na ziemi, jaką jest śmierć męczeńska — miał dojść do nieba.
Ale posuńmy się o tysiąc lat dalej. Na przełomie XIV i XV wieku autor „Naśladowania Jezusa Chrystusa”, o pochodzenie, którego kilka narodów spór prowadzi i którego nazwiska nawet nie znamy z pewnością, choć książka jego po Biblii najbardziej była znana, czczona i najczęściej drukowana w świecie chrześcijańskim, — tak pisze na ten temat: ,,Tu mnie, Panie, bij, tu siecz, tu pal i karz, byleś mnie tylko nie odtrącił od Twego miłosierdzia i przebaczył na wieki”.

Tomasz á’Kempis, autor „Naśladowania” był prawdopodobnie kapłanem i zakonnikiem. Pisał swą książkę w murach jakiegoś średniowiecznego miasta, gdzie nie groziła mu ani natychmiastowa śmierć, ani żadne nagle niebezpieczeństwo, a jednak napisał powyższe słowa. Tak, napisał te słowa, gdyż był chrześcijaninem. A każdy chrześcijanin, który dobrze rozważy sprawę swego zbawienia, nie może zająć innego stanowiska.

Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz