VII. ROZWAŻANIA KOŃCOWE: ŻYCIE JEST PIĘKNE, TRZEBA TYLKO SIĘ ODNOWIĆ, BY GO NIE ZMARNOWAĆ
Św. Paweł w liście do Kolosan, w którym przestrzega przed fałszywymi naukami (przeważnie gnostyckimi) oraz poucza, jak wierni powinni odnowić swoje życie, tak pisze: „Jeśliście tedy powstali razem z Chrystusem, zdążajcie do tego, co jest wzniosłe. Miłujcie, co na szczytach jest…, boście zwlekli z siebie starego człowieka z uczynkami jego, a przyoblekli się w nowego, który wciąż się odnawia.” (Kol. III, 1, 2, 9, 10). Ta rada szczególnie jest doniosła dla ludzi młodych, silnych i zdrowych, znajdujących się na progu lub w pełni życia, którzy — jak wszyscy ludzie — błądzą, grzeszą, czyli, jak wyrażają się ojcowie pierwszych wieków, chorują na duszy.
1) Jak i w czym objawia się taka choroba?
Schorzenia ich są natury moralnej, często niewidoczne dla otoczenia, a czasem nieznane nawet im samym. Czyż nie jest duchowo chory człowiek, który wpadł W jeden z nałogów: pijaństwo, narkomanię, karciarstwo, jakim nierzadko towarzyszą: kłamstwo, łakomstwo, lenistwo, gadulstwo. Opanowany przez te wady nie uświadamia sobie początkowo, jaki ciężar wziął dobrowolnie na swe barki, ciężar, który z dnia na dzień coraz bardziej go przytłacza. Dopiero po pewnym czasie nadchodzi chwila, gdy człowiek sam odczuje, jak siebie unieszczęśliwi!, a przede wszystkim osłabił duchowo i fizycznie i to w okresie życia, w którym żadna z jego sił twórczych, żadna zdolność, żaden zmysł nie powinny być umniejszane, degenerowane, marnowane.
„Czyż nie wiecie, że ci, którzy biegną w zawody, choć wszyscy biegną, jeden tylko otrzymuje nagrodę? Tak biegnijcie, abyście otrzymali… A każdy, który idzie w zawody od wszystkiego się powstrzymuje… Ja tedy tak biegnę nie jakoby na oślep; tak walczę nie jakobym wiatr uderzał, ale karcę ciało moje i do posłuchu przymuszam…” (I Kor. IX, 24—27).
W powyższy sposób św. Paweł przyrównywa życie do zawodów, do których zawodnicy gotują się powstrzymując się od wielu pociągających przynęt i powabów życia, aby sprawność i gotowość ciała nie tylko zachować, ale i wyćwiczyć. Podobnie do startu na polu życia umysłowego, duchowego należy przystąpić po długich przygotowaniach i starannych ćwiczeniach. Niestety na przeszkodzie w dążeniach naszych staje częstokroć wróg wewnętrzny.
2) Złe nałogi i złe przyzwyczajenia.
Zamiast trzeźwości, jaką miody człowiek chciałby posiadać, trwoni on nieraz długie godziny na pijaństwie lub zbyt częstych i zbyt długich zabawach. I oto czas pozostały od pracy jest stracony.
„Ileż razy pragnąłem wejść na drogę poprawy życia” — skarżył się św. Augustyn w swych „wyznaniach” — „a nie mogłem”. Po tym upokarzającym stwierdzeniu mówi, jak siebie do samowychowania pobudził: — „Dlaczego mógł ten i ów to uczynić, a nie mógłbyś ty Augustynie!” Po długich wysiłkach i walkach doszedł wreszcie do punktu zwrotnego w swym życiu — rozpoczął poprawę.
3) Co ludziom stoi zwykle na przeszkodzie ku poprawie życia i władaniu sobą?
Oto z wyżej wspomnianymi nałogami często idą w parze i grzechy śmiertelne. Odbierają one grzesznikowi łaskę uświęcającą i wtedy jest on jak ów człowiek poraniony przez zbójców na drodze do Jerycha; czeka, aż ktoś poda mu rękę i podniesie. Może to uczynić tylko kapłan w Spowiedzi świętej, w której Chrystus obmyje jego rany, podniesie go z ziemi, napoi oraz wzmocni łaską uświęcającą.
Zdawałoby się, że wszystkie te środki są proste i że trzeba tylko dobrej woli, trzeba tylko chcieć, by wejść na drogę poprawy. I tu są jednak niebezpieczeństwa. Człowiek po Spowiedzi św. czuje się jak odrodzony. Odczuwa przypływ nowych sił. O dawnych ranach, które zadał mu grzech, nie pamięta. Wydaje mu się, że wyleczony jest zupełnie i na zawsze, że może razem ze św. Piotrem powiedzieć: „Panie, choćby mi też przyszło umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie”. Lecz historia Piotra powtarza się i w jego życiu. Nie raz jeden, ale i trzy wpada w ten sam grzech, po którym siły i chęci tak piękne, pełne blasku, słabną nagle.
Wróg naszej duszy nie zasypia sprawy i znowu, jak wędrowiec na drodze do Jerycha człowiek leży złupiony z dóbr, pobity i poraniony.
Niektórzy, widząc swój wielokrotny powrót do tego samego grzechu, tracą nadzieję poprawy, wstydzą się sami przed sobą i przed swym spowiednikiem. Gotowi są nawet pójść za złymi wewnętrznymi podszeptami: nie iść wcale do Spowiedzi, skoro im ona nie pomaga. Warto tu wyjaśnić, że tacy ludzie najczęściej sami są sobie winni, gdyż nie zachowali należnej ostrożności, narażali się na pokusy, zapominali o modlitwie i innych pomocach, które każdy spowiednik im zalecał.
4) Tymczasem Pismo św. poucza, w jaki sposób możemy uratować się od nałogów: „Choćby były grzechy wasze jako szkarłat, jako śnieg wybieleją” (Iz. I, 18).
Faktu, że grzechy powtarzają się, nie trzeba się zbytnio wstydzić, ani się nim zniechęcać. Psychologowie rozumieją i uwzględniają również te trudności. Oto wielki psycholog XIX w. James lak pisze: „Choćbyś wpadał w te same wady, nie zniechęcaj się i pracuj nad sobą, gdyż może to się zdarzyć i sto razy, ale na setny pierwszy już się poprawisz” (Pogadanki psychologiczne). Bardzo szeroko i głęboko omawiają te sprawy ojcowie pierwszych wieków.
Św. Hieronim (+420) porównuje grzesznika z chorym. Chory musi okazać swą ranę lekarzowi, gdyż lekarz nie uleczy tego, czego nie zna.
Wielki doktor syryjski Afraat, nieco wcześniej żyjący, czyni następujące porównanie: „Są środki dla uleczenia wszystkich cierpień, jeżeli tylko pozna je zdolny lekarz. Toteż ten, który został dotknięty przez szatana nie powinien wstydzić się wyznać swej winy, by jej się pozbyć i uzyskać pokutę jako środek poprawy” (Demonstr. VII, De paenitentibus).
Wielki doktor Kościoła Patriarcha Konstantynopolitański św. Jan Chryzostom, widząc jaki ból i wstyd odczuwają grzesznicy przy wyznawaniu swych grzechów pociesza ich, że tu nie chodzi o wyznanie publiczne: ,,Bóg nie wymaga od was wyznania swych grzechów przed świadkami, na przykład w teatrze; On wam mówi: Wyznaj grzechy przede mną samym, prywatnie, bym mógł uleczyć twoją ranę i żebym zdjął ciężar z ciebie” (Homil. IV, in Lazarum). I dalej mówiąc o grzechach śmiertelnych wzywa: „Przyjdźcie do mnie, choćbyście wpadli w grzech tysiąc razy, a ja wam go odpuszczę”.
Wezwanie św. Jana Chryzostoma jest przekonywujące. Wszak gdy ktoś choruje, wzywa nieraz i wielokrotnie lekarza, przyjmuje przepisane przez niego lekarstwa w ciągu wielu tygodni, udaje się do szpitala lub domu kuracyjnego, poddaje się ryzykownej operacji i wszystko to czyni cierpliwie, aby odzyskać utracone zdrowie ciała. Temu, co chce odzyskać zdrowie duszy, o wiele łatwiej to przyjdzie, mniej czasu i kosztów pochłonie.
5) By nie zmarnować wartości życia, trzeba nauczyć się korzystać ze spowiedzi. Jeżeli masz nałogi, a pozbyć się ich nie możesz, wyszukaj sobie dobrego, odpowiedniego spowiednika, spowiadaj się często u niego, na przykład, co tydzień lub co dwa tygodnie, zresztą jak on wskaże, wypełniaj od jednej do drugiej spowiedzi wszystko, co ci nakaże w stosunku do twej duszy. Czyń to, a będziesz żył, odzyskasz zdrowie i normalne życie dla twej duszy.
Życie jest piękne! Tyle jest do zobaczenia, poznania i zrobienia jeszcze na świecie. W ustroju demokratycznym nic nie powinno stać na przeszkodzie jednostce ludzkiej do urzeczywistnienia pięknych i śmiałych projektów i marzeń. Tym sprzyjającym okolicznościom zewnętrznym winny towarzyszyć siły wewnętrzne: gotowość i wola do pracy nad sobą. Wielu ludzi zdobywa te wartości i utrzymuje się na wysokim poziomie życia duchowego praktykując częstą spowiedź. Popróbuj i ty czynić podobnie!
6) Św. Paweł pisząc do Kolosan cytowany wyżej list, miał na celu poprawienie błędów w ich wierze i błędów w ich postępowaniu, „aby pokój z radością zamieszkał w ich sercach” (Kol. III, 15).
Dla wyjaśnienia tej myśli można posłużyć się porównaniem z codziennego życia.
Gdy ojciec rodziny wraca do domu na posiłek i krótki odpoczynek, kochająca żona wita go już na progu mieszkania miłym uśmiechem i radosnym spojrzeniem. Dzieci wybiegają na jego spotkanie, wyciągają doń swe rączki, ciesząc się z obecności ojca, który zastaje swój dom przygotowany na jego przybycie. Po trudach, po wysiłkach, znajduje w domu odprężenie; panuje tu ład i zgoda wszyscy dążą do jednego celu. Patrząc na to, czuje wewnętrzne zadowolenie. I oto pokój z radością zaczyna gościć w jego sercu.
Tak powinno być w duszy każdego człowieka, w duszy, która podobna jest do małego domku, jaki stanowi jego własność intymną, zamkniętą przed innymi. Wpuszcza on tu tylko pożądanych i zaproszonych gości, którzy są w zupełnej między sobą zgodzie. Jego zmysły, uzdolnienia, cechy charakteru, przyzwyczajenia dobrze są wyćwiczone, wyrobione, wzajemnie uzgodnione i tworzą jedną, harmonijną i piękną osobowość. Nic w niej nie chodzi samopas, wszystko jest mu posłuszne i podporządkowane. On jak wielki dyrygent orkiestry kieruje tym zespołem, cóż więc dziwnego, że najpiękniejsze melodie jego czynów rozbrzmiewają harmonijnie na zewnątrz.

Auctoritate Ordinarii Posnaniensis die 26 Octobris 1955 a





