V. GRZECHY MAŁŻEŃSKIE
Obowiązki małżeńskie uwydatniają się jeszcze wyraźniej na tle grzechów małżeńskich — tych, które popełnia się wobec współmałżonka, — i tych, które popełnia się wobec dzieci.
1. Grzechy wobec współmałżonka.
Największym grzechem przeciwko współżyciu małżeńskiemu jest wiarołomstwo. Przez wiarołomstwo zrywa się niejako ścisły związek, który łączy męża z żoną. W szerokich kołach Kościoła wschodniego panuje nawet przekonanie, że wiarołomstwo jest powodem do rozwodu. Kościół Katolicki nie posuwa się tak daleko, podkreśla jednak z całym naciskiem krzywdę, którą wiarołomstwo wyrządza współmałżonkowi; piętnuje znieważenie świętego sakramentu, złamanie uroczystej przysięgi, złożonej przed ołtarzem. I tylko serdecznym żalem oraz podwójnymi objawami wierności i miłości może wiarołomca naprawić wielką swą winę.
Można sprzeniewierzyć się wierności małżeńskiej nie tylko czynem, ale także uczuciem, mianowicie uczuciem obojętności, niechęci albo i nawet nienawiści wobec współmałżonka.
Dawni rycerze ślubowali przy pasowaniu rycerskim, że będą bronić uciśnionych i słabych, szczególnie kobiety i dzieci. Rycerskość jest szczególnie wskazana w pożyciu małżeńskim. Bo ostatecznie mąż jest silniejszy od żony, a niejeden okazuje to niestety w ten sposób, że traktuje żonę nie jako przyjaciółkę i towarzyszkę, lecz jako niewolnicę i sługę: zamiast prosić — rozkazuje: zamiast delikatnie upominać — złości się i przezywa; zamiast być żonie obroną i podporą — jest brutalnym tyranem. Wobec ludzi w towarzystwie udaje człowieka grzecznego i dobrze wychowanego, ale w domu wobec własnej żony niczym się nie krępuje, folgując wszelkim namiętnościom i słabościom męskim.
Jasna rzecz, że takie postępowanie, bezwzględne i prostackie odstręcza żonę coraz więcej, a zgodę i szczęście małżeńskie podkopuje i niszczy. Mężczyzna ma być rycerzem, ale nie tylko wobec obcych pań, lecz w pierwszym rzędzie wobec własnej żony.
Jednakże i żona, chociaż fizycznie słabsza, może dokuczyć mężowi do żywego: przez złośliwość i kłótliwość, przez upór i zawziętość, przez gadatliwość i pustotę.
Zgodne i szczęśliwe pożycie małżonków jest możliwe tylko wtedy, jeżeli jedno i drugie umie wyzbyć się samolubnych nawyków, a zdobyć się na drobne ofiary. Kto nie chce lub nie potrafi pracować nad charakterem swoim, jest lichym kandydatem do stanu małżeńskiego.
2. Grzechy wobec dziecka.
Któż przypuszczałby, że niewinne, bezbronne dziecko ma tyle wrogów, czyhających na zgubę jego najpierw w chwili poczęcia, polem w łonie matki, wreszcie przy urodzeniu. A tymi wrogami są często niestety sami rodzice.
a) Chwila poczęcia. Lat temu 150 pastor anglikański Malthus wydał książkę, w której oblicza, że ludność na świecie mnoży się w stosunku 1 — 2 — 4 — 8 itd.; żywności zaś przybywa w stosunku 1 — 2 — 3 —4 itd. Skoro ludzie mnożą się o wiele szybciej, aniżeli środki żywności, nadejdzie chwila, kiedy nie wystarczy środków na wyżywienie ludzkości, czyli, że ludzkości grozi prędzej czy później śmierć głodowa. Trzeba więc ograniczyć liczbę rodzących się dzieci. Jako środki ku temu poleca Malthus późne małżeństwa, wstrzemięźliwość itd. Uczniowie Malthusa, tzw. neomaltuzjanie, idą dalej, stawiając zasadę, że wszystkie środki są dozwolone, którymi można powstrzymać i ograniczyć wzrost ludności. Okazało się niebawem, że obliczenia Malthusa były błędne. W życiu bowiem panują inne prawa, aniżeli w matematyce. Istnieją kraje, gdzie przez wiele lat ludności bynajmniej nie przybywa (np, Anglia, Szwecja), raczej ubywa (np. Francja). Istnieją ogromne połacie ziemi, słabo lub wcale nie zaludnione. Istnieją odkrycia biologiczne, chemiczne, które wydajność roli wielokrotnie pomnożyły. Innymi słowy: widmo głodu powszechnego bynajmniej nie grozi, jak przedstawiał je Malthus. Owszem, niedawno temu zdarzało się, że dla utrzymania cen i zysków, produkty: pszenicę, mięso palono, kawę topiono w morzu, mleko wlewano do kanałów miejskich.
Jednakże hasła neomaltuzjanizmu pozostały, czyniąc w świecie ogromne spustoszenie, podważając zasady moralne w życiu małżeńskim, rodzinnym i społecznym.
Matki nasze nie bały się dzieci. Rodziny składające się z kilkorga dzieci nie były wcale rzadkością. Nikt się temu nie dziwił, nikt o tym nie mówił. Dziś coraz częściej spotykamy rodziny bezdzietne albo rodziny z jednym dzieckiem lub dwojgiem — za przykładem Francji. Pięcioro dzieci, to już bohaterstwo, które jedni podziwiają, drudzy wyśmiewają. Ludzie chcą używać praw małżeńskich bez ograniczeń, ale nie chcą uznać obowiązków małżeńskich. Doprowadzają więc do stosunku małżeńskiego, ale przedwcześnie go przerywają, tak, aby nie było poczęcia. Albo też stosują środki zapobiegawcze, mechaniczne lub chemiczne, aby uniemożliwić poczęcie. Tym sposobem pożycie małżeńskie staje się pasmem grzechów. Tacy małżonkowie bowiem sprzeciwiają się głównemu celowi małżeństwa, którym są dzieci, a pożycie ich nie jest pożyciem małżeńskim, lecz pożyciem grzesznym, jest bowiem sprzeczne z prawem przyrodzonym, z wolą Stwórcy i własnym sumieniem. Nie dziw, że takie grzeszne praktyki wywołują różne choroby nerwowe oraz prowadzą do nadmiernego rozbudzenia zmysłowości, odpadają bowiem hamulce moralne, którymi są obowiązki ojca i matki.
Ponadto przez ustawiczne wyrzuty sumienia mąci się i psuje szczęście małżeńskie. A kiedy się zdarzy, że niespodziewana choroba zabierze rodzicom jedynaka lub jedynaczkę, skazując ich na samotną i smutną starość, wtedy gotowi sami sobie czynić wyrzuty, że chcieli poprawić Pana Boga, a przez to ściągnęli na siebie karę Bożą. Dodajmy i to, że samowolne ograniczanie urodzin nie tylko podkopuje zdrowe życie rodzinne, ale prowadzi także do osłabienia i wyniszczenia całych narodów. Zwykle małżonkowie tłumaczą się biedą, ale dla biedy nie wolno sprzeniewierzać się prawu Bożemu. Potomstwo, liczne potomstwo — to błogosławieństwo dla rodziny i państwa. Wiemy wprawdzie, że istnieje regulacja urodzin, zgodna z zasadami moralnymi i chrześcijańskimi; w wyjątkowych przypadkach, dla ważnych bardzo przyczyn, można z niej korzystać. Nigdy jednak — ani dla namiętności ludzkich, ani dla trudności życiowych — nie wolno zmieniać prawa Bożego i przykazań Bożych, na których opiera się byt jednostki, rodziny i społeczeństwa.
Jeżeli porównamy wzajemną odpowiedzialność małżonków w tych sprawach, to zapewne większą winę ponosi zwykle mąż; żonę prędzej można wytłumaczyć, jeżeli znosi te stosunki nie z własnej woli, lecz z konieczności oraz dla uniknięcia piekła w domu, a przy tym czyni, co może, by męża od grzesznych praktyk powstrzymać.
b) Dziecko w łonie matki.
Zdawałoby się, że dziecko w łonie matki jest szczególnie bezpieczne. Niestety przez świat przechodzi „biała śmierć” i zabiera każdego roku setki tysięcy, nawet miliony dzieci.
Co oznacza ta dziwna nazwa? Oznacza nowoczesną rzeź niewiniątek czyli zabijanie dzieci przed urodzeniem. Aby zbrodnię tę pokryć, określa się ją wstydliwie i obłudnie jako „przerwanie ciąży”. A dokonują zbrodniczej tej czynności lekkomyślne matki, różni lekarze, mądre panie czyli baby, stosując różne przewrotne zabiegi i lekarstwa.
Nowocześni ci herodowie nawet nie myślą o tym, że człowiek żyje, że ma duszę nieśmiertelną od pierwszej chwili poczęcia. Nie myślą o tym, że płód nierozwinięty jeszcze, ale żyjący można i trzeba ochrzcić. Zabijając go odbierają mu życie ziemskie, a równocześnie żywot wieczny w niebie.
Skoro nowy człowiek począł żyć w łonie matki, mamy wobec niego jedno tylko prawo i jeden obowiązek: by życie jego chronić i rozwijać. Nawet prawo świeckie to uznaje i za przerwanie ciąży wyznacza kary. Jednakże w 2 przypadkach prawo polskie zezwala lekarzom przerywać ciążę.
Może jednak zdarzyć się następujący wypadek: Matka będąc w błogosławionym stanie zapadła na niebezpieczną chorobę. Lekarz, aby ratować jej życie, daje jej lekarstwo lub podejmuje operację, Tym zabiegiem przywróci matce życie, ale równocześnie — być może — przyczyni się do śmierci dziecka. W takim wypadku matka i lekarz mogą mieć spokojne sumienie. Nie chcą przecież zabić dziecka, chcą tylko ratować życie matki, a matka ma do tego prawo, byle przez zabieg lekarski nie pogorszyła się możliwość udzielenia chrztu umierającemu dziecku.
Inny jeszcze wypadek: Kobieta stała się ofiarą gwałtu. W takim razie może w ciągu następnych kilku godzin czynić starania, by następstwa tego czynu usunąć. Jest to dalszy ciąg obrony przeciwko niesprawiedliwej napaści, a jest ona dopuszczalna dlatego, ponieważ poczęcie jest jeszcze niepewne. Skoro jednak poczęcie już nastąpiło, nie wolno kiełkującego życia niszczyć.
Mimo wszystko bowiem pozostaje w mocy niewzruszona zasada wiary i moralności chrześcijańskiej: że Twórcą życia ludzkiego i Panem jego jest Bóg. On życie daje, On je odbiera. Człowiek zaś nie może samowolnie wkraczać w tę dziedzinę dla jakichkolwiek względów.
Wzgląd na życie matki? Czy dla ratowania własnego zdrowia i życia matka nie może poświęcić dziecka, które jeszcze się nie narodziło? Pewnie, życie matki jest drogie i cenne, zwłaszcza wtedy, gdy ma jeszcze na wychowaniu drobne dzieci. Ale i życie dziecka jest cenne, choć drzemie jeszcze w łonie matki. Nikt nie może przewidzieć, czy z tej kruszyny nie wyrośnie bohater czy dobroczyńca ludzkości. Poza tym żadna matka, żadna prawdziwa matka nie zgodzi się na to, by przez zabicie niewinnego dziecka ratować własne życie.
Warto też pamiętać o tym, że lekarze mogą się mylić i nieraz w sprawach małżeńskich dają rady zbyt pospieszne, strasząc więcej niż potrzeba. Lekarz, im większą ma wiedzę, im większe doświadczenie i poczucie odpowiedzialności, tym mniej jest skłonny do przerywania ciąży. Owszem są wybitni specjaliści, którzy tego zabiegu w ogóle nie uznają i nie stosują.
Wiemy dobrze, że obowiązki matki są trudne i nieraz zagrażają jej życiu. Ale przecież kobieta wychodząc za mąż, dobrowolnie obowiązki te bierze na siebie. Zawód lekarza, górnika, żołnierza również jest niebezpieczny i może narazić na śmierć, a jednak ludzie podejmują go, dla wyższych celów. Z ojcowskim współczuciem mówi o tej sprawie Ojciec św. Pius XI w swej encyklice: „Kogo nie ogarnia podziw najwyższy na widok matki, z bohaterskim poświęceniem gotowej iść na niechybną niemal śmierć, byle ocalić życie dziecka spoczywającego pod jej sercem? Jej cierpienia poniesione w bezwzględnym spełnieniu obowiązku naturalnego, Bóg jedynie w przebogatym zmiłowaniu Swoim będzie mógł wynagrodzić”.
Wzgląd na zdrowie dziecka?
Bywają rodzice chorzy, którzy mają już dwoje, troje dzieci, a wszystkie ułomne, chore, widocznie dziedzicznie obciążone. Następne zapewne też będzie chore lub kaleką. Czy nie lepiej usunąć takie dziecko zanim się narodzi? Żadną miarą. Od kiedy to wolno zabijać chorych i ułomnych? Tak czynili kiedyś pogańscy Grecy, mieszkańcy Sparty, którzy dzieci słabe, niezdolne do służby wojskowej, wynosili w góry na pożarcie wilkom. Również w hitlerowskich Niemczech pozbawiano życia ludzi upośledzonych na ciele lub umyśle. Są to praktyki nieludzkie i na wskroś niechrześcijańskie. Poza tym nigdy nie można powiedzieć na pewno, jakim będzie zdrowie przyszłego dziecka. Nieraz żyli na świecie ludzie, wątli ciałem, ale wielcy duchem, że tylko wspomnimy Słowackiego, Chopina i wielu innych. Z drugiej strony dobrze wiemy, jakim nieszczęściem jest choroba w rodzinie. A więc zamiast wydawać na świat dzieci ułomne, kaleki, czy nie lepiej wyrzec się małżeństwa zupełnie? Pewnie, że jest to bolesna ofiara, ale czyż człowiek z poczuciem odpowiedzialności nie zdobędzie się na tę ofiarę dla dobra własnego i rodziny?
Wzgląd na biedę?
Czy dlatego, że trudno nam wyżywić większą ilość dzieci, mielibyśmy zabijać każde dalsze dziecko? Groza ogarnia na samą myśl o takiej potworności. Jako lekarstwo na biedę trzeba znaleźć inne drogi i inne środki, ale przenigdy zabójstwo niewinnych istot, które nie mogą się bronić. Nie ma przecież zasadniczej różnicy w tym, czy zabójstwa dokonuje się przed urodzeniem, czy po urodzeniu dziecka. A zabójstwo — to grzech wołający o pomstę do nieba. Ci, którzy go dokonują, niech pamiętają o tym, że Bóg jest sędzią i mścicielem krwi niewinnej, wołającej z ziemi do nieba” — przestrzega Ojciec św.
Aby odstraszyć ludzi od zbrodni dzieciobójstwa, prawo kościelne karze ekskomuniką czyli klątwą, innymi słowy wyłącza ze społeczności wiernych wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób skutecznie doprowadzali do przerwania ciąży.
c) Chwila urodzenia. Nowe niebezpieczeństwo grozi dziecku w chwili urodzenia. Wśród ogromnych boleści wydaje matka dziecko na świat; ból jej jest niejako zapłatą za życie dziecka. Ale czasem zdarza się, że matka dla wadliwej budowy ciała dziecka urodzić nie może. Na szczęście medycyna znalazła na to sposoby, mianowicie: można przyspieszyć urodziny dziecka o mniej więcej dwa miesiące, gdyż takie dziecko przy bardzo troskliwej opiece można utrzymać przy życiu; albo też lekarz za pomocą operacji dokonuje rozszerzenia dróg rodnych, albo stosuje się tzw. cesarskie cięcie, czyli dziecko wydobywa się na świat przez przecięcie błony brzusznej, co przy dzisiejszym stanie medycyny nie jest rzeczą zbyt trudną.
Ale co robić, jeśli wyjątkowo wszystkie te sposoby zawodzą? Czy lekarz ma patrzeć bezczynnie, jak ginie równocześnie i matka i dziecko? Czy nie wolno mu przebić główki dziecka „wymóżdżyć” ją, a potem w całości lub w kawałkach wydobyć trupka dziecięcego i tym sposobem uratować matkę?
I w tym wypadku Kościół ma odwagę powiedzieć: Nie wolno. Nie wolno zabijać żywego dziecka nawet dla najlepszego celu. Gdybyśmy w tym jednym wypadku złamali zasadę, uratowalibyśmy — być może — życie jednej matki, ale skazalibyśmy na zagładę życie setek lub tysięcy dzieci. Albowiem ze złamaną zasadą ma się podobnie jak z powodzią; skoro choćby w jednym miejscu uczyni się wyłom w tamie, powódź rozszerza się gwałtownie i szeroką, niszczącą falą zalewa kraj.
W ostateczności trzeba zdać się na Opatrzność Boską, ufając, że ona kieruje losem człowieka i w życiu i w śmierci.
NIEWIASTA, GDY RODZI, BOLEJE,
BO NADESZŁA JEJ GODZINA,
ALE GDY PORODZI DZIECIĘ,
JUŻ NIE PAMIĘTA SWEGO UCISKU Z RADOŚCI,
ZE SIĘ CZŁOWIEK NA ŚWIAT NARODZIŁ.
Ewangelia św. Jana (16, 21)





