7. SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA

Udostępnij:

II. CELE MAŁŻEŃSTWA
1. Cel główny
Celem głównym małżeństwa jest urodzenie i wychowywanie dzieci. Wynika to z samego prawa natury. Na to przecież istnieją dwa rodzaje, aby z ich połączenia powstało nowe życie, aby przez związki małżeńskie ludzkość odradzała się zawsze na nowo, od pokolenia do pokolenia.
Ale samo urodzenie nie wystarcza, potrzebne jest jeszcze wychowanie. Jak wiadomo, z wszystkich stworzeń ziemskich człowiek jest istotą najwięcej niedołężną. Kurczę, zaledwie wyszło z jajka, już umie chodzić i zbierać sobie pożywienie, a człowiek? Niemowlę ludzkie bez opieki rodzicielskiej zwłaszcza macierzyńskiej, zmarniałoby w kilku dniach, a później człowiek przez długi jeszcze czas zależny jest od opieki rodzicielskiej. Mija nieraz lat dwadzieścia albo i więcej, zanim człowiek stanie się samodzielnym. Stąd wniosek, że nie tylko urodzenie, ale i wychowanie dziecka wynika z prawa natury. Rodzice, którzy dzieci swoje porzucają na pastwę losu, gorsi są od zwierząt, które z samego instynktu naturalnego troszczą się o swoje młode.
Mimo to spotyka się małżeństwa, które nawet z góry, stanowczo i na zawsze wykluczają dzieci z swego pożycia małżeńskiego. Takich małżonków warto spytać: Co byłoby z wami, gdyby wasi rodzice mieli podobne zasady? Tacy małżonkowie powinni wiedzieć, że małżeństwo, które zawierają, nie jest w ogóle małżeństwem, że jest nieważne od samego początku, gdyż sprzeciwia się prawom natury i istocie małżeństwa.
Niestety strach przed dzieckiem jest dzisiaj szeroko rozpowszechniony w świecie. Dziś matka z trojgiem albo czworgiem dzieci uchodzi za bohaterkę, za męczennicę. Zapewne, dziecko nakłada na ojca i matkę wielkie obowiązki i wielkie ofiary. Równocześnie jest dla rodziców źródłem szczęścia i radości, łączy ich ściślej z sobą, wnosi w dom dużo promieni słonecznych, jest skarbem powierzonym im przez Boga. Mając dzieci rodzice wyzwalają z siebie skarby uczuć ofiarnych. Żyją i pracują dla dzieci. W rodzinach bezdzietnych brak jest ciepła; czuje się pustkę osamotnienia.
Życie uczy, że dzieci w rodzinach z licznym potomstwem łatwiej się wychowują i są bardziej aktywne i uspołecznione niż jedynaki, wychowywane często w warunkach sprzyjających rozwojowi egoizmu.
Nie wolno zapominać o tym, że Opatrzność Boska czuwa nad tymi, którzy całym sercem jej zaufali. Nie można jednak wiary w Opatrzność nadużywać. Dlatego pytamy otwarcie, czy wobec trudnych sytuacji materialnych ograniczenie liczby dzieci, czyli regulacja urodzin jest w pewnych warunkach dopuszczalna, czy nie?
Są pewne małżeństwa, które mnożą istnienia ludzkie bez miary i liczby, nie dbając o to, czy mogą im zapewnić odpowiednie wyżywienie i wychowanie oraz nieco szczęścia życiowego. Człowiek przecież na to ma rozum i wolną wolę, aby umiał nałożyć swoim popędom hamulce, a nie pójść za każdą zachcianką i każdym porywem zmysłów.
Trudno żądać od małżonków, aby żyli z sobą jak brat i siostra. Ale przecież jest możliwe, że małżonkowie po dłuższym pożyciu, mając już kilkoro dzieci a nie chcąc mieć dalszych, objawiają wzajemną miłość w czułościach nawet zmysłowych, które jednak trzymają się w bezpiecznych granicach i nie posuwają się do ostateczności. Dla ludzi samotnych byłby to grzech, ale miłość małżeńska ma osobne swoje prawa. Mówią też, że przedłużony okres karmienia niemowlęcia zmniejsza prawdopodobieństwo nowego poczęcia.
Istnieje wreszcie jeszcze jeden sposób regulacji urodzin, mianowicie metoda Knaus-Ogino. Wiadomo, że w życiu kobiety istnieją okresy miesięczne, mniej lub więcej regularne. Otóż w pierwszych kilku dniach takiego okresu oraz w ostatnich mniej więcej 10 dniach poczęcie jest bardzo nieprawdopodobne. Mogą więc małżonkowie — oczywiście nie dla wygody i swobody lecz dla ważnych przyczyn — ograniczyć pożycie małżeńskie do tych właśnie dni. Małżonkowie w tym wypadku korzystają z prawa przyrody, dlatego postępowanie ich jest moralnie godziwe. Zdaje się jednak, że w obecnym okresie dziejów Polski potrzeba nam nie tyle ograniczenia potomstwa, ile raczej plenności jak największej.

2. Inne cele małżeństwa.
Poza głównym celem małżeństwa istnieją jeszcze cele dalsze. Takim celem jest wzajemna pomoc, którą okazują sobie małżonkowie. Żona w mężu szuka oparcia, mąż w żonie porady i pociechy. Łączy ich wspólna praca w domu i w zawodzie, wspólna troska o wychowanie dzieci. Małżonkowie dzielą się wzajemnymi troskami i radościami, a wiadomo, wspólny smutek — to pół smutku, wspólna radość — to podwójna radość. Tym sposobem małżeństwo może i powinno stać się źródłem pokoju, szczęścia i ciepła rodzinnego.
Dalszym celem małżeństwa jest uregulowanie życia płciowego człowieka. Jedzenie i picie jest potrzebne dla utrzymania jednostki, życie płciowe służy utrzymaniu rodzaju ludzkiego. Takie jest prawo natury, taka jest wola Stwórcy. Ale życie płciowe może rozwijać się tylko w obrębie wiernego, dozgonnego małżeństwa. Tam spełnia swój cel, tam budzi nowe życie, tworzy życie rodzinne, tam jest dozwolone i godziwe, owszem może być nawet zasługą. I nie tylko sam akt małżeński jest dozwolony, ale także wszystko to, co się z nim łączy i do niego prowadzi, a więc spojrzenia, czułości itd. Miłość małżeńska polega właśnie na takiej zupełnej łączności małżonków, tak duchowej jak i cielesnej.
Ale mógłby ktoś zapytać: Jak to? Więc ten sam akt, który, poza małżeństwem piętnuje się jako ciężki grzech, jako nieczystość, w małżeństwie staje się cnotą, nawet zasługą? Jak to mamy rozumieć? Posłużmy się przykładem: Woda jest elementem dobrym i pożytecznym: nosi nam statki, pędzi młyny, użyźnia pola, Ale wodę trzeba ująć w tamy i zapory, bo jeżeli nam się wyrwie i zmieni się w szalejącą powódź, wtedy ta sama woda staje się naszym wrogiem, zatapia wioski i miasta, niszczy życie ludzkie i dobytek, a żyzne pola zamienia w cuchnące bagna. Albo ogień. Jest to element dobroczynny i pożyteczny, kiedy ogrzewa nam piece, świeci w lampie, pali się w kuchni. Ale jeżeli wyrwie się spod władzy człowieka, może stać się niszczącym pożarem, który domy i osiedla ludzkie zamienia w zgliszcza i ruiny. Podobnie ma się rzecz z popędem płciowym. Jest on błogosławieństwem, kiedy człowiek nad nim panuje, kiedy w życiu małżeńskim spełnia wielkie swoje cele; ale staje się przekleństwem i grzechem, kiedy wyrwie się spod władzy człowieka i staje się niszczącą namiętnością. A skutki jego — to szpetne choroby, spaczone charaktery, upadek moralności w jednostce i społeczeństwie.
Istnieją jeszcze inne cele, dla których ludzie zawierają małżeństwa, cele praktyczne, życiowe. Wdowiec żeni się, bo chce sierotom dać matkę. Kawaler żeni się, bo potrzebna mu pomoc w domu i w gospodarstwie. Panna wychodzi za mąż, aby zapewnić sobie przyszłość. Są to małżeństwa z rozsądku. Co o nich sądzić? Są one regułą w społeczeństwie żydowskim, mahometańskim. Tam przeważnie rodzice kojarzą małżeństwa. Dawniej i u nas rozstrzygali w wielkiej mierze rodzice o wyborze żony lub męża.
Mimo to były wówczas małżeństwa bodaj trwalsze i szczęśliwsze niż dzisiaj. Albowiem podstawą szczęścia małżeńskiego jest uczciwość i dobry charakter; a te sprawy umieją rodzice zwykle lepiej ocenić aniżeli młodzi, zaślepieni namiętnością. Namiętność szybko się przepala, a charakter pozostaje; toteż z biegiem czasu takie małżeństwa z rozsądku kończą się często miłością serdeczną i stateczną.
Ale co innego rozsądek, a co innego kupieckie wyrachowanie. Panna, która wychodzi za mąż mimo niechęci lub wstrętu, byle zdobyć męża z pieniędzmi lub dobrą posadą, uprawia niegodny handel, który moralnie ją poniża i szczęścia w życiu na pewno jej nie przyniesie.

Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz