VIII. PEDAGOGIA MIŁOŚCI
Doświadczenie uczy, że urok pierwszej miłości i z latami przemija, a płomienna miłość często przechodzi w obojętność lub nudę, albo nawet kończy się ostatecznym zniechęceniem. Jakie są tego przyczyny? Istnieje nauka pedagogii, która uczy, jakimi sposobami można najskuteczniej wykształcić i wychować młode pokolenie. Nie mamy niestety pedagogii miłości małżeńskiej, która by uczyła, jak pogłębić uczucie miłości, która ma łączyć męża i żonę; a przecież jest to zagadnienie niemniej ważne. Być może, że tu właśnie leży przyczyna, dlaczego mówi się tak często o miodowych tygodniach i miesiącach, a nigdy nie mówi się o miodowych latach.
W miłości małżeńskiej oprócz pierwiastka duchowego, zawarty jest także pierwiastek uczuciowy i zmysłowy. Ale napięcie rozkoszy zmysłowej z czasem opada i wyczerpuje się, ponieważ wrażliwość zmysłowa jest ograniczona. Weźmy dla przykładu ulubiony jakiś przysmak i używajmy go kilka razy dziennie przez kilka tygodni. Skutek będzie ten, że przysmak w końcu wręcz nam obrzydnie i będziemy przekładać nad niego suchy kawałek Chleba. Słuchajmy pięknej melodii kilkadziesiąt razy z kolei, a przekonamy się, że w końcu nerwy się zmęczą, a najsłodsza melodia stanie się nam udręką. Podobnie ma się rzecz z miłością małżeńską. Jeżeli nie ma w niej niczego innego prócz zmysłów, sprzykrzy się szybko najpiękniejszy mężczyzna i najpiękniejsza kobieta. Aby miłość utrwalić, trzeba wprowadzić do niej pierwiastek duchowy, nieśmiertelny; potrzeba, aby małżonkowie zżyli się z sobą nie tylko fizycznie, ale także duchem i sercem.
Jakie to piękne zadanie dla młodego męża, wyrównać różnice umysłowe między sobą a żoną, zainteresować, żonę sprawami własnego zawodu; czytać razem z żoną arcydzieła literatury; rozmawiać z nią o zagadnieniach nauki, sztuki lub religii. Jakie to piękne zadanie dla żony: dokształcać męża w dziedzinach dotąd mu obcych, wprowadzić go w zrozumienie zagadnień kobiecych, zainteresować wychowaniem dzieci i nawet w pewnej mierze sprawami domowymi, jednym słowem — tworzyć coraz większą wzajemną łączność duchową, która okaże się często trwalszą aniżeli wzruszenia erotyczne.
Z biegiem lat zaznaczają się w małżeństwie nie tylko różnice umysłowe, ale także różnice charakterów i temperamentów. I znowu okazuje się, że miłość małżeńska jest najlepszą nauczycielką i wychowawczynią.
Jakże, często gwałtowność męża uspokaja się przy żonie łagodnej i wyrozumiałej; a męska pewność siebie i zarozumiałość korzy się wobec subtelności i moralnej godności kobiety.
Odwrotnie — przeczulenie żony znajdzie oparcie w trzeźwej naturze męża; a powierzchowność jej zainteresowań lub plotkująca wielomówność znajdzie przeciwwagę w powadze męża.
I tak z biegiem lat małżonkowie będą żyli z sobą nie tylko dwoje w jednym ciele, ale dwoje w jednym duchu. Ale rozwój ten nie będzie możliwy bez opanowania samego siebie, bez ascezy małżeńskiej. Jedzenie bez opanowania wychowuje żarłoków; picie bez umiarkowania wychowuje pijaków. Podobnie i miłość małżeńska, nie krępująca się niczym, kończy się często wyczerpaniem fizycznym i uczuciowym.
W dawnych wiekach obok zwykłych postów kościelnych były znane i praktykowane także posty małżeńskie. W czasie adwentu lub wielkiego postu, w wigilie wielkich świąt, przed Komunią św. oraz przy innych sposobnościach małżonkowie chrześcijańscy wstrzymywali się często od pożycia małżeńskiego, aby dusza mogła tym łatwiej z nizin ciała wzbić się na wyżyny Boże.
Istnieją inne jeszcze sposobności do okazania powściągliwości małżeńskiej. Mąż rycerski i delikatny, będzie liczył się z tym, że natura kobieca przechodzi nieraz chwile słabości fizycznych i uczuciowych; będzie liczył się z wyczerpującym wpływem macierzyństwa. Okazując w takich okolicznościach powściągliwość i opanowanie, zasłuży sobie mąż na wdzięczność żony, a miłość małżeńska wyjdzie z takich prób umocniona i pogłębiona.
Pedagogia miłości objawiać się będzie również w usiłowaniach małżonków, by poezją i pięknem narzeczeństwa opromienić prozę i szarzyznę życia małżeńskiego, by wnieść kulturę serca w tak poziome sprawy jak mieszkanie, obyczaje domowe, jedzenie i ubranie. Ręka kobieca i serce kobiece potrafią mieszkanie nawet najskromniejsze, napełnić swoistym czarem, przytulnością i ciepłem, stworzyć z niego miły przybytek pracy i miłości rodzinnej. Z takiego mieszkania mąż nie będzie uciekał do restauracji, lecz czy to z pracy, czy z podróży będzie wracał do siebie z tęsknotą i radością. Piękne mieszkanie jednak niewiele pomoże, jeżeli nie zamieszkują w nim piękne obyczaje małżeńskie. Mąż jako narzeczony potrafił rozwinąć wszelkie talenty rycerskości i grzeczności, aby przypodobać się narzeczonej. W małżeństwie niestety pozbywa się często rycerskości, a przywdziewa szlafrok pospolitości i leniwego zaniedbania. Podobnie i żona z rajskiego ptaka przemienia się nieraz w pospolitą kurę domową. Drobny wysiłek wystarczy, by sprawy te odmienić.
Jakże wdzięczna będzie żona mężowi za dobre, serdeczne słowo na powitanie czy pożegnanie, za wzrok ciepły i pełen zachwytu, za drobne przysługi, za delikatną pieszczotę, za kilka kwiatów lub cukierków w dowód pamięci, za godzinę serdecznej rozmowy.
Jakże wdzięczny będzie mąż żonie za troskliwość i macierzyńską opiekę, za zrozumienie jego trosk, a nawet za ciszę domową, nie tę, co dzieli, ale tę, co łączy.
Nawet taka prozaiczna czynność, jaką jest jedzenie, może stać się czynnikiem wychowawczym w małżeństwie. Stół prosty, lecz czysto nakryty i ozdobiony skromnym kwiatem, jedzenie niewyszukane, ale umiejętnie przyrządzone, zgrabnie podane, okraszone uśmiechem i dobrym słowem — to wszystko mówi mężowi, że ktoś o nim myśli, że miłość cicha lecz oddana dba o jego dobro i zasłużoną wygodę po wyczerpującej pracy.
W cichości serca jednak żona czeka na to, by mąż wyczuł i uznał jej troskliwą miłość, by odwdzięczył się jej miłym słowem uznania i ucałowaniem pracowitej dłoni.
Są to na pozór drobnostki, ale w życiu domowym właśnie takie drobnostki — więcej nieraz niż patetyczne westchnienia lub zdawkowe pieszczoty — przyczyniają się do tego, że ognisko domowe, codziennie podsycane, pali się spokojnym, ciepłym płomieniem, przy którym można ogrzać i własne serce i serca miłych gości.
Również wygląd zewnętrzny, kultura ciała i ubrania, nie są rzeczą obojętną dla miłości małżeńskiej. Oczywiście małżonkowie nie będą wyrzekać się przytulnej wygody i miłej swobody, ale także swoboda domowa winna mieć swoje granice.
A więc małżonkowie będą pamiętać o tym, aby zabiegi kosmetyczne, konieczne dla czystości i zdrowia, wykonywać o ile możności w dyskretnym ukryciu. Przywdzieją strój domowy najprostszy, ale schludny i zgrabny. Będą przestrzegać form grzeczności, obowiązujących wobec obcych, tym więcej wobec własnego męża, własnej żony. Nawet mile pochlebstwo w życiu małżeńskim nie jest błędem lecz cnotą. Przykłady te można mnożyć w nieskończoność. Wszystkie one mają jedną wspólną cechę: małżonkowie muszą pozbyć się samolubstwa, a zdobyć się na ducha poświęcenia i ofiary.
Co mam czynić — medytuje mąż — aby uszczęśliwić swoją żonę? Dla mnie opuściła dom rodzinny, dla mnie poświęciła siebie i życie swoje. Jak jej się za to odwdzięczę? Co mam czynić — medytuje żona aby mężowi swemu dać szczęście? Mniejsza o własną moją wygodę i własne przyjemności, byle jemu dobrze było ze mną. Wybrał mnie spośród wielu; oby nigdy tego nie żałował; oby znalazł w domu swoim pokój i szczęście na zawsze. Z takiej wzajemnej, ofiarnej miłości wyrośnie szczęście małżeńskie, głębokie i trwałe.





