SKUTKI SAKRAMENTU BIERZMOWANIA
Może najbardziej widocznie dostrzeżemy skutki Sakramentu Bierzmowania w życiu apostołów. Smutni i przygnębieni powrócili z Góry Oliwnej, gdzie ostatecznie pożegnali wstępującego do nieba ukochanego Mistrza, do Jerozolimy, gdzie mieli oczekiwać przyjścia obiecanego Pocieszyciela. Dobrze znali nienawiść Żydów wobec siebie i dlatego przezornie zamknęli się w wieczerniku, zanim rozpoczęli swe modły. I tak na przemian rozmodleni, na przemian przestraszeni dotrwali dnia dziesiątego po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa. „A gdy dopełniały się dni Pięćdziesiątnicy, byli wszyscy razem na tym samym miejscu. I nagle stał się z nieba szum, jakby nadchodzącego wichru gwałtownego i napełnił cały dom, w którym siedzieli. I ukazały im się rozdzielone języki, jakby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna, I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i poczęli mówić rozmaitymi językami, jak im Duch Święty wymawiać dawał” (Dz. Ap. 2, 1—4).
W tym samym czasie obchodzili Żydzi swoje doroczne święto Pięćdziesiątnicy. Było to święto dziękczynne za żniwa, oraz wspomnienie pobytu na pustyni w czasie wędrówki z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Do Jerozolimy zjechało się z tej okazji wielu Żydów z różnych krajów. W pewnej chwili usłyszeli niezwykle gwałtowny szum i zaciekawieni zbiegli się przed wieczernik. Jakież było ich zdziwienie, gdy usłyszeli prostych, niewykształconych rybaków, mówiących najrozmaitszymi językami. Zdumienie ich musiało stać się jeszcze większe, kiedy drzwi wieczernika się otwarły i odważnie wyszli z niego ci, na których przed chwilą Duch Święty zstąpił z tymi zewnętrznymi oznakami. Z wieczernika wyszli ci, którzy do tej chwili byli pełni niepokoju i strachu, pełni wątpliwości i trwogi. W jednej chwili wszystko to z nich opadło. Ogarnęła ich jakaś niesłychana odwaga i męstwo, jasność myśli i siła woli. Jeszcze przed chwilą zamykali się trwożliwie w wieczerniku, starając się jak najmniej uwagi na siebie kierować, a teraz sami wychodzą naprzeciw zbiegłym tłumom, I co dziwniejsze, wychodzą ze słowami nauki Chrystusowej, nauki tak bardzo przez wielu znienawidzonej. Równocześnie Piotr apostoł wygłasza swoje pierwsze kazanie, w jakim przedstawia Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, oraz Jego naukę. Nie cofa się przy tym przed wyraźnym oskarżeniem Żydów, iż to oni swymi niezbożnymi rękami ukrzyżowali obiecanego od wieków Mesjasza.
Oto skutki zesłania Ducha Świętego na apostołów; skutki, jakie w tak widocznej formie po wielekroć obserwował pierwotny Kościół Chrystusowy. W początkach bowiem chrześcijaństwa wylewowi Ducha Świętego towarzyszyły cudowne zjawiska, zwane „charyzmatami”, jak np. dar języków, dar uzdrowienia chorych, dar wypędzenia złych duchów i inne. Te charyzmaty były bardzo potrzebne młodemu, dopiero wzrastającemu w siłę Kościołowi. Wszak dwunastu apostołów, a potem ich następcy mieli podbić cały świat dla Chrystusa Pana i dla Jego ewangelii. Potrzeba więc było wyjątkowo silnych pobudek, ażeby przekonać i zdobyć nowych wyznawców.
W naszych czasach rzadko kiedy spotykamy się z charyzmatami, a to dlatego, że te zewnętrzne oznaki i moce nie są już tak potrzebne jak ongiś. W pierwotnym jednak Kościele miały charyzmaty swoje uzasadnienie i były przedmiotem wielkiego podziwu. Mówią nam o tym Dzieje Apostolskie (8, 9—13): „A pewien mąż imieniem Szymon, który przedtem był w owym mieście (Samarii) czarnoksiężnikiem, zwodził lud Samarii, powiadając o sobie, że jest czymś wielkim. Jego słuchali wszyscy, od najmniejszego aż do największego mówiąc: Ten jest mocą Bożą, która się zowie wielką. A słuchali go dlatego, że już od dawnego czasu omamił ich był czarami swymi. A gdy uwierzyli Filipowi, opowiadającemu o Królestwie Bożym, chrzcili się w Imię Jezusa Chrystusa mężczyźni i niewiasty. Wtedy i sam Szymon uwierzył, a gdy się ochrzcił, pozostał przy Filipie. Widząc też, że działy się znaki i cuda bardzo wielkie, dziwił się i zdumiewał”. Nic więc dziwnego, że gdy przybyli apostołowie Piotr i Jan, ażeby mieszkańcom Samarii udzielić Ducha Świętego, wtedy: „Szymon ujrzawszy, że przez wkładanie rąk apostołów był dawany Duch Święty, ofiarował im pieniądze, mówiąc: Dajcie i mnie tę moc, aby każdy, na którego włożę ręce, otrzymał Ducha Świętego. A Piotr rzekł do niego: Pieniądze twoje niech z tobą będą na zgubę, iżeś mniemał, że dar Boży za pieniądze się nabywa” (Dz. Ap. 8 18—20). Współczesnym, którzy dobrze wiedzieli kim są apostołowie, podpaść musiała ta przedziwna przemiana, jaka tak nagle w nich się dokonała.
Mówiliśmy już o bezpośrednim wystąpieniu apostołów zaraz po zesłaniu Ducha Świętego. Ale to ich mężne usposobienie trwało w dalszym ciągu i trwać miało aż do końca ich męczeńskiej śmierci. Tymczasem rośnie liczba wierzących ku niemałemu przerażeniu Żydów. Nic dziwnego, że niebawem pojmano apostołów i wsadzono ich do więzienia. „Lecz anioł pański otworzywszy w nocy drzwi więzienia i wyprowadziwszy ich rzekł: Idźcie, a stanąwszy, opowiadajcie w świątyni ludowi wszystkie słowa żywota tego”. (Dz. Ap. 5, 19—20). A oni uczynili, jako im anioł przykazał. Ponownie ich aresztowano i stawiono przed sądem żydowskim. Najwyższy kapłan powiedział: „Surowo zakazaliśmy wam, abyście w to imię nie nauczali; a oto napełniliście Jeruzalem nauką waszą” (Dz. Ap. 5, 28). Ale to już nie są ci apostołowie, którzy z wielkim przestrachem uciekali w dniach Chrystusowej męki. Przeciwnie „odpowiadając Piotr i apostołowie, rzekli: Więcej trzeba słuchać Boga. aniżeli ludzi” (Dz. Ap. 5, 29).
Możemy sobie wyobrazić wściekłość Żydów. Ale odwaga i postawa apostołów zaimponowała pewnemu faryzeuszowi, nazwiskiem Gamaliel, który był doktorem zakonnym i miał poważanie u wszystkiego ludu. Ten stanął w obronie oskarżonych: „Powiadam wam, odstąpcie od tych ludzi, i zaniechajcie ich. Albowiem jeśli z ludzi jest ta myśl, albo ta sprawa, wniwecz się Obróci; lecz jeśli jest z Boga, nie będziecie mogli jej zniweczyć, byście snadź nie znaleźli się w walce z Bogiem samym” (Dz. Ap. 5, 38-39). Sędziowie posłuchali mądrej rady i wypuścili apostołów. Obili ich jednak i nakazali surowo, ażeby w imię Jezusa nie nauczali. Apostołowie zaś „szli od oblicza Rady, ciesząc się, że stali się godnymi dla Imienia Jezusowego zelżywość cierpieć. I nie przestawali codziennie w świątyni i po domach nauczać i opowiadać Jezusa Chrystusa” (Dz. Ap. 5, 41—42).
Tak to wybierzmowani Duchem Świętym stali się apostołowie mężami mocy i bohaterami wiary Chrystusowej. Wiedzieli co ich czeka, mieli tego przedsmak w czasie pobytu w więzieniu i słyszeli to z ust swoich sędziów, ale to wszystko nie robiło już na nich wrażenia. Ż radością przyjmą prześladowania, cierpienia, a nawet śmierć dla Chrystusa Pana. Tymczasem jednak muszą nauczać, ażeby wypełnić rozkaz Mistrza, na swój obowiązek. Moc Ducha Świętego jest z nimi. Jeszcze z innego punktu widzenia możemy rozważyć skutki, jakie bierzmowanie Duchem Świętym sprawiło na apostołach. Nad tymi prostymi, niewykształconymi rybakami pracował Pan Jezus przez trzy lata. Mozolnie ich pouczał i cierpliwie tłumaczył Swoją naukę, ale oni nie mogli jej pojąć. Wszak już po zmartwychwstaniu Pana Jezusa okazuje się, że nie pojęli w całej pełni duchowości Chrystusowego Królestwa i ciągle jeszcze myśleli o ziemskim panowaniu Mesjasza. Ale z chwilą kiedy Duch Święty zstąpił na nich, wtedy w jednym momencie zrozumieli prawdy Chrystusowe. Oświeceni Duchem Świętym przygotowani są do nauczania i w rzeczywistości idą na świat cały, by szerzyć dobrą nowinę o Jezusie.
Pamiętajmy także i o tym, że apostołowie mieli swoje wady i niedoskonałości. Nieobca im była żądza zaszczytów ziemskich, pragnienie panowania nad innymi, a przy tym strach i bojaźń przed silniejszymi. Gdy Duch Święty spadł na nich w zamknięciu wieczernikowym wszystko to znikło. Duch Święty nie tylko ich oświecił, ale także i uświęcił, dzięki czemu życie ich stało się wzorowe, przykładne, naprawdę święte. Ale Duch Święty także umocnił apostołów. Przecież ich ucieczka w dniach męki Jezusowej nie wynikała z niewdzięczności, czy też z lekceważenia Chrystusa Pana. Uciekli, bo dbali o swoją wolność, o swoje życie cielesne.
Od chwili Zesłania Ducha Świętego wszelka małoduszność jest już im nieznana. Gardzą śmiercią, nie przejmują się trudami, więzieniem, niebezpieczeństwem. Zapał dla Bożej sprawy pcha ich ciągle przed siebie i nie pozwala na to, by cokolwiek z ziemskich przeszkód mogło ich zatrzymać. A wreszcie rozważając sobie całe ich postępowanie musimy zauważyć i to, że Duch Święty ich pocieszył. Rozumiemy ich przygnębienie, jakie ich opanowało po śmierci Pana Jezusa. Wczuwamy się w ich położenie i jesteśmy przekonani, że tak jak nastawieni byli owi uczniowie, udający się w dzień Zmartwychwstania Jezusa do Emaus, tak samo też czuli inni apostołowie. Teraz zaś wszystko się odmieniło. Gdzieś zniknął smutek i przygnębienie z powodu odejścia Mistrza. Zbyt wielkie pole siewu Bożego, ażeby takie nastawienie mogli w sobie pielęgnować. Radość, jakieś przedziwne wesele, pokrywa wszelkie znużenie i zmęczenie, wszelkie cierpienia i utrapienia. Wszystko to czynią dla Chrystusowej sprawy, nawet więzienie i kary są dla nich okazją do radości, iż stali się godni imienia apostołów Chrystusa Pana.
Gdybyśmy poznali życie następców apostołów i tych tak czasowo od nas odległych i tych nam bliższych, czy też nawet współczesnych nam, to zawsze dostrzeżemy w nich skutki Bierzmowania Duchem Świętym. I tak np. w żywocie św. Ambrożego, wielkiego biskupa mediolańskiego (340—397 r.) dowiadujemy się, że cesarzowa Justyna pałała dużym gniewem i zemstą wobec niego. Jego bowiem bezkompromisowa postawa, jego odwaga i usilna praca na niwie Bożej, stały się jej solą w oku. Obawiała się jednak postawy ludności, która szanowała i broniła świętego biskupa. Cesarzowa chwyta się więc innego środka, ażeby dopiąć swego nikczemnego celu. Postanowiła mianowicie wydać sprytnie obmyślony dekret urzędowy, aby uwikłać biskupa Ambrożego. Ale, aby ten akt wywołał pożądany skutek, trzeba go było umiejętnie ułożyć. Sporządzenie tego niebezpiecznego i niesprawiedliwego aktu postanowiła powierzyć notariuszowi kancelarii cesarskiej. Ale tak się złożyło, że ów urzędnik, nazwiskiem Benevolus, był prawym i dobrym katolikiem. Łatwo też zrozumiał cel, do jakiego z jego pomocą zmierzano i stanowczo odmówił swego współudziału w całej sprawie. Cesarzowa wszelkimi sposobami starała się go nakłonić. Używała próśb i gróźb. Ale wszystko nie odnosiło skutku. Benevolus miał siłę i odwagę stanąć w obronie prawdy i w obronie swojej godności. Nawet pas zdjął, który był oznaką jego godności i śmiało powiedział cesarzowej: „Zabierz swe zaszczyty, i skoro, aby je otrzymać lub zachować, trzeba postępować wbrew sumieniu”.
Z życia samego św. Ambrożego przekazała nam historia wspaniały dowód odwagi i męstwa. Oto cesarz Teodozjusz za zniewagę swoich urzędników, oraz za ich zabójstwo dokonane przez mieszkańców miasta Tessalonik, w okrutny sposób nad nimi się zemścił. Z rozkazu cesarza przez kilka godzin trwała rzeź w różnych stronach nieszczęsnego miasta. Zapanowała powszechna groza. I zdarzyło się, że właśnie w tym czasie cesarz w otoczeniu swego dworu przybył do katedry na nabożeństwo. Ambroży miał odwagę postąpić zgodnie ze swoim biskupim sumieniem. Nie wpuścił cesarza do świątyni: „aby usta, które jednym słowem przelały krew tych niewinnych, nie przyjmowały krwi Chrystusowej, pomnażając swój grzech”. Cesarz upokorzony i zły musiał się cofnąć. Zdawało się, że Ambroży poniesie surową karę za swoją bezkompromisową postawę. Ale mądry cesarz nie dał ucha tym, którzy go do tego gwałtownie namawiali. Przeciwnie uznał po pewnym czasie słuszność postępowania Ambrożego, poddał swój publiczny grzech publicznej pokucie, wydał dekret zadośćczyniący i dopiero wtedy mężny biskup połączył go z Kościołem.
W najrozmaitszy sposób okazuje się moc Ducha Świętego, który spływa do serc wiernych w dniu Bierzmowania. Jeśli nie czyni Mu się przeszkody, jeśli pozwala się Mu działać, a co więcej jeśli z Nim współpracujemy, wtedy życie chrześcijanina staje się życiem, będącym podziwem dla otoczenia. Albowiem Sakrament Bierzmowania:
- pomnaża łaskę uświęcającą, dzięki czemu łatwiej będzie nam dojść do świętości,
- sprawia, że Duch Święty daje nam siły, abyśmy wiarę świętą gorąco wyznawali i według niej żyli,
- wyciska na duszy niezatarte znamię, jakie już na wieki w nas pozostanie.
Tak więc łaską sakramentalną, właściwą Bierzmowaniu jest tzw. łaska wzrostu, czyli łaska umocnienia w życiu duchowym. Łaska ta po to bywa dana, abyśmy potrafili gorąco walczyć z nieprzyjaciółmi naszego zbawienia i uświęcili duszę swoją. Już w dniu przyjęcia Sakramentu Chrztu świętego uroczyście obiecaliśmy pozostać wiernymi Chrystusowi Panu. Łaska Sakramentu Bierzmowania umożliwia nam w wydatny sposób wypełnienie tego przyrzeczenia. Ta błogosławiona łaska dopomoże nam także do tego, abyśmy mogli spełnić trudny, ale jakże wzniosły obowiązek apostolstwa dla Chrystusa i Jego Ewangelii.





