OD BIERZMOWANIA DO WIECZNOŚCI
W ciemnym lochu więziennym przebywał jakiś poważny mąż. W drzwiach jego celi umieszczono maleńki otwór. Strażnikowi surowo nakazano, ażeby przez len otwór ustawicznie, dniem i nocą, obserwował więźnia. Dla tego nieszczęśliwca to właśnie było największą męczarnią. Okropna świadomość, że bez przerwy jest śledzony, że ani na chwilę nie mógł uniknąć spojrzenia stróża.
I my ustawicznie jesteśmy śledzeni. Tylko, że już nie oko wroga na nas spoczywa, ale troskliwe, kochające spojrzenie naszego Ojca Niebieskiego. Nigdy i nigdzie nie potrafimy uciec przed tym spojrzeniem. Czy płyniemy łodzią podwodną w głębinach oceanu, czy wzlecimy odrzutowym samolotem w przestworza, wszędzie towarzyszyć nam będzie Oko Pańskie.
„Wszystko widzi oko Jego… oczy Pańskie daleko są jaśniejsze od słońca, wypatrujące wszystkie drogi człowiecze i głębokości przepaści i ludzkie serca do najskrytszych części” (Sir. 23, 27—28) powiada Pismo Święte.
W 79 roku po narodzeniu Chrystusa Pana straszliwa katastrofa nawiedziła rzymskie miasto Pompeję. Wulkan Wezuwiusz niespodziewanie wybuchnął, i w krótkim czasie zasypał całą dolinę lawą i popiołem. Pogrążona w rozpaczy ludność, bijąc i tratując się wzajemnie, w dzikim popłochu szukała ratunku.
Tylko żołnierz rzymski stali wytrwale na warcie, gdyż nikt go ze służby nie zwolnił. W ogólnym zamieszaniu zupełnie o nim zapomniano. Obowiązek więc przykuł go do tego groźnego posterunku, a on ani myślał go opuszczać. Dusiły siarczyste wyziewy, huczała rozżarzona, wybuchająca lawa, a żołnierz stał do końca, aż całkowicie został zalany. Przy odkopywaniu Pompei odnaleziono tego żołnierza tak, jak stał na straży. Dzisiaj jednym z najcenniejszych skarbów muzeum w Neapolu jest hełm, napierśnik i włócznia owego żołnierza, który trwając niewzruszenie na wyznaczonym sobie posterunku, dał się raczej zalać rozpaloną lawą, byle nie splamić honoru rzymskiego żołnierza.
Wspominam to dlatego, ażeby każdy, kto przyjął Sakrament Bierzmowania, kto stał się szczególniejszym wyznawcą Chrystusowym, miał podobne umiłowanie obowiązku i podobną odwagę. Wyznawca Chrystusowy tym bardziej musi trwać na swojej placówce, tym bardziej musi pozostać wierny Chrystusowi, chociażby lawa przeciwności ze wszech stron nań spadała. On musi trwać! To jest jego obowiązek! Obowiązek wyznawcy Chrystusowego!
Szlachetny cesarz rzymski, Tytus, usilnie starał się o to, by napełnić swe życie dobrymi uczynkami. A kiedy raz w czasie uczty przypomniał sobie, że nic dobrego nikomu nie wyświadczył przez cały dzień, wtedy wypowiedział owe słynne, słusznie chwalone słowa:
— Przyjaciele, straciłem dzień!
Jakaż to jednak tragedia będzie kiedyś dla chrześcijanina, dla dziecka Bożego, a tym bardziej dla wyznawcy Chrystusowego, gdy u kresu swych ziemskich dni będzie sobie musiał powiedzieć: nie dzień jeden, ale życie całe straciłem!
Życie na ziemi, to czas zdobywania Królestwa Niebieskiego. To nasz główny i najważniejszy cel! Nie wiemy jednak, czy imię nasze jest zapisane w księdze Bożej. Nie powinno to nas zbytnio martwić. Jest wolą Boga, ażeby to było przed nami zakryte, a my w pokorze musimy się temu poddać. Powinniśmy raczej troszczyć się usilnie o to, ażeby Imię Boże było wyryte w naszym sercu i ujawniało się w całym naszym życiu. Troską naszą najważniejszą winno być to, ażeby całe nasze życie przemieniło się w przepiękną pieśń Bożej chwały.
Według opowieści greckiej Spartanie zwrócili się do Ateńczyków z prośbą o pomoc w odparciu nieprzyjaciela. Zamiast spodziewanych posiłków Ateńczycy przysłali wieszcza Tyrteusza. Rozgniewani Spartanie chcieli go początkowo ukamienować, ale przed śmiercią pozwolili mu zaśpiewać. Jednak pieśń odniosła niespodziewany skutek. Niesłychany zapal ogarnął wojsko spartańskie, które z impetem rzuciło się na wroga i odniosło wspaniałe zwycięstwo. Tyrteusz zginął, ale do ostatniego tchu pieśnią swoją zagrzewał Spartan do walki.
Oczywiście, że nie samo piękno poezji, lecz także jej treść poruszyła Spartan do męstwa, odwagi i walki. Pieśń Tyrteusza obudziła wielkie siły, jakie w nich tkwiły i podziałała jak iskra na prochy. Wybuchł zbiorowy entuzjazm, chęć walki i zaufanie w swoje siły.
Życie chrześcijanina, życie wyznawcy Chrystusowego ma właśnie stać się taką Bożą pieśnią. Ma zbudzić drzemiące siły do walki o prawdę, o dobro, o piękno Chrystusowe! Ma napełnić nas zaufaniem w swoje siły i zachęcić do niezłomnej walki o Boże ideały, o czyste, prawe serce. Wtedy nasi bliźni porwani zostaną naszym przykładem, tak jak porwani zostali poganie, podziwiający życie i śmierć pierwszych chrześcijan. Bez pośpiechu, ale też i bez wytchnienia pracujmy dla naszego zbawienia. Wtedy zawsze towarzyszyć nam będzie cnota chrześcijańskiej nadziei, że droga nasza jest drogą Bożą, a jej kresem — zbawienie wieczne.

Auctoritate Ordinarii Posnaniensis, die 26 Octobris 1955 a.





